Aby odkryć przyczyny, dla których tak przeobrażano swoje właścizny, trzeba mi szukać, niby w przepaściach, dawnych prerogatyw owej szlachty, która, od jedenastu wieków, pokryta jest kurzem, krwią i potem.

Ci, którzy dzierżyli lenna, mieli bardzo wielkie korzyści. Okup za krzywdy, jakie im kto wyrządził, wyższy był niż u ludzi wolnych. Widzimy z formularzy Markulfa, że przywilejem wasala królewskiego było, iż ten, kto go zabije, płaci sześćset groszy okupu. Przywilej ten ustalony był prawem salickim i prawem rypuarskim; gdy te dwa prawa naznaczały sześćset groszy za śmierć wasala królewskiego, dawały tylko dwieście groszy za śmierć człowieka wolnego, Franka, barbarzyńcy lub człowieka żyjącego pod prawem salickim; a tylko sto za śmierć Rzymianina.

Nie był to jedyny przywilej, jaki mieli wasale królewscy. Trzeba wiedzieć, że kiedy człowieka jakiegoś pozwano przed sąd i nie stawił się lub też nie usłuchał nakazu sędziów, pozywano go przed króla; a jeżeli uparcie nie chciał się stawić, wyłączano go z pod opieki króla i nikt nie mógł go przyjąć u siebie ani nawet dać mu chleba. Otóż, jeżeli człowiek był zwykłego stanu, majątki jego konfiskowano; ale jeżeli był wasalem królewskim, nie konfiskowano ich. Pierwszego, w razie zaoczności, uważano za winnego zbrodni, drugiego nie. Jednego przy najdrobniejszej zbrodni skazywano na dowód wrzącej wody — drugiego skazywano na to jedynie w razie morderstwa. Wreszcie wasala królewskiego nie można było zmusić do przysięgi przed sądem przeciw innemu wasalowi. Te przywileje wzrastały ciągle; kapitularz Karlomana czyni ten zaszczyt wasalom królewskim, że nie pozwala ich zmuszać, aby przysięgali sami, ale jedynie przez usta ich własnych wasalów. Co więcej, kiedy ten, który miał honory, nie udał się do wojska, za karę miał się wstrzymać od mięsa i wina tak długo, jak długo uchylił się od służby; człowiek wolny natomiast, który nie udał się za hrabią, płacił okup sześćdziesięciu groszy i szedł w niewolę, póki się nie wypłacił.

Łatwo tedy wyobrazić sobie, iż Frankowie nie będący wasalami króla, a tym bardziej Rzymianie, starali się nimi zostać; aby ich zaś nie pozbawiano ich dóbr, wymyślono zwyczaj oddawania swojej właścizny królowi, przyjmowania jej odeń w lenno i wskazania mu swoich dziedziców. Zwyczaj ten trwał ciągle; zwłaszcza miał on miejsce w czasie rozprzężenia za drugiej dynastii, gdy wszyscy potrzebowali opiekuna i chcieli tworzyć ciało z innymi panami i wejść niejako w monarchię feudalną, skoro nie było już monarchii politycznej.

To trwało za trzeciej dynastii, jak to widzimy z wielu przywilejów; czy że ktoś oddał swoją właściznę i odebrał ją tym samym aktem; czy że zgłosił ją jako właściznę, a uznał jako lenno. Nazwano te lenna odebranymi z powrotem.

To nie znaczy, że ci, co mieli lenna, władali nimi jak dobrzy ojcowie rodziny; mimo że ludzie wolni starali się wielce o lenna, obchodzili się z tym rodzajem dóbr tak, jak dziś się zarządza dożywociem. To sprawiło, iż Karol Wielki, najczujniejszy i najbaczniejszy król, jakiegośmy mieli, wydał wiele zarządzeń celem zapobieżenia, aby nie niszczono lenna na rzecz własnych dóbr. To dowodzi tylko, że za jego czasu nadania były jeszcze przeważnie dożywotnie, i że, tym samym, więcej dbano o właścizny niż o nadania; ale to nie przeszkadza, że i tak każdy wolał być wasalem królewskim niż człowiekiem wolnym. Mógł ktoś mieć swoje racje, aby rozrządzić pewną osobliwą częścią lenna, ale nie chciał tracić samej godności.

Wiem dobrze, że Karol Wielki skarżył się w pewnym kapitularzu, że w niektórych miejscach są ludzie, którzy dają swoje lenna na własność, a potem je odkupują na własność. Ale ja nie powiadam, aby nie wolano własności niż użytkowania: powiadam tylko, że, kiedy można było zrobić z właścizny lenno przechodzące na spadkobierców (a to jest treścią formuły, o której mówiłem), z wielką korzyścią było to uczynić.

Rozdział IX. Jak dobra kościelne zmieniono w lenna.

Dobra skarbowe nie powinny by mieć innego przeznaczenia, jak tylko służyć na dary, którymi królowie zachęcali Franków do nowych wypraw, pomnażających znowuż dobra skarbowe; i to był, jak rzekłem, duch narodu: ale dary poszły w innym kierunku. Posiadamy orędzie Chilperyka, wnuka Klodwigowego, który się skarży, że prawie wszystkie jego dobra przeszły do kościołów399. „Nasz skarb stał się ubogi, mówił, nasze bogactwa przeszły do kościołów. Już tylko biskupi panują; oni opływają w wielkości, a my nie”.

To sprawiło, iż marszałkowie, którzy nie śmieli zaczepić panów, obłupili kościoły: a jedną z przyczyn, jakie podał Pepin, aby wkroczyć do Neustrii, było to, iż zaprosiło go tam duchowieństwo dla powstrzymania zakusów króla, to znaczy marszałków, którzy wyzuwali Kościół ze wszystkich jego dóbr.