Nie mniejsze zmiany zaszły w lennach niż we właściznach. Widzimy z kapitularza kompieńskiego, sporządzonego za Pepina, że ci, którym król dał beneficjum, sami dawali część tego beneficjum rozmaitym wasalom; ale te części nie były odróżnione od całości. Król odbierał je, kiedy odejmował całość; ze śmiercią lennika, wasal tracił również swoje maństwo; zjawiał się nowy lennik, który ustanawiał też nowych manów. Toteż maństwo nie podlegało lennu: podlegała mu osoba. Z jednej strony man wracał do króla, ponieważ nie był na zawsze przywiązany do wasala, a maństwo wracało tak samo do króla, ponieważ było ono samo lennem, a nie przynależnością do lenna.

Takie było maństwo, gdy lenna były ruchome: takie było jeszcze wówczas, gdy lenno stało się dożywotnie. Zmieniło się to wówczas, gdy lenna zaczęły przechodzić na spadkobierców, a maństwa toż samo zaczęły na nich przechodzić. To, co było zawisłe od króla bezpośrednio, stało się zawisłe odeń jedynie pośrednio; władca królewska odsunęła się — że tak rzekę — o jeden stopień, niekiedy o dwa, często o więcej.

Widzimy w Księgach lenności, że, mimo iż wasale królewscy mogli dawać ziemię w lenno, to znaczy w maństwo królewskie, jednakże ci manowie, czyli drobni hołdownicy, nie mogli tak samo dawać w lenno, tak iż to, co dali, zawsze mogli odebrać. Zresztą, takie nadanie nie przechodziło na dzieci jak lenno, ponieważ nie uważano go za dokonane wedle praw lennych. Jeżeli porównamy stan, w jakim znajdowało się maństwo w czasie, gdy dwaj senatorowie mediolańscy pisali te księgi, ze stanem istniejącym za króla Pepina, ujrzymy, że maństwa zachowały dłużej swój pierwotny charakter niż lenna.

Ale kiedy ci senatorowie pisali, uczyniono w tym prawidle wyjątki tak powszechne, że niemal zniweczyły samo prawidło. Jeżeli bowiem ten, który otrzymał lenno od drobnego hołdownika, udał się za nim do Rzymu na wyprawę, nabywał wszystkie prawa wasala; tak samo, jeżeli dał pieniądze drobnemu hołdownikowi, aby uzyskać lenno, ten nie mógł mu go odjąć ani przeszkodzić w przekazaniu lenna synowi, póki nie zwrócił pieniędzy. Wreszcie tego prawidła nie trzymano się już w senacie mediolańskim.

Rozdział XXVII. Inna odmiana w lennach.

Za czasu Karola Wielkiego każdy miał obowiązek, pod wielkimi karami, stawić się na konwokację, na jaką bądź wojnę; nie uwzględniano wymówek; hrabia, który by zwolnił kogoś, sam byłby ukarany. Ale traktat trzech braci wprowadził tu ograniczenie, które, można rzec, wyjęło szlachtę z ręki króla; nie miała obowiązku iść za królem na wojnę, chyba wtedy, kiedy ta wojna była obronna. W innych wojnach każdy miał wolność albo iść za swoim panem, albo zostać w domu. Ten traktat wiąże się z innym, sporządzonym pięć lat wprzódy między dwoma braćmi, Karolem Łysym i Ludwikiem, królem Germanii, w którym ci dwaj bracia zwolnili swoich wasalów od udania się za nimi na wojnę, w razie gdyby podjęli jaką wyprawę jeden przeciw drugiemu; rzecz, którą ci dwaj władcy zaprzysięgli, i kazali zaprzysiąc obu wojskom.

Śmierć stu tysięcy Francuzów w bitwie pod Fontenay otworzyła oczy pozostałej jeszcze szlachcie, że w tych osobistych zwadach królów o podziały wyginie wreszcie cała i że ich ambicja i zawiść wytoczą wszystką krew, jaka była jeszcze do wylania. Uczyniono to prawo, że szlachta nie będzie obowiązana iść za książętami na wojnę, chyba wtedy, kiedy będzie chodziło o obronę kraju przeciw obcemu najazdowi. Prawo to obowiązywało przez kilka wieków.

Rozdział XXVIII. Odmiany zaszłe w wielkich urzędach i w lennach.

Zdawałoby się, że wszystko skaziło się i zepsuło równocześnie. Rzekłem, że w pierwszych czasach wiele lenności oddawano na wieczność: ale to były wypadki osobliwe, na ogół zaś lenna zachowywały zawsze swój charakter; o ile zaś korona postradała lenna, utworzyła inne w ich miejsce. Rzekłem także, że nigdy korona nie oddawała wielkich urzędów na wieczność.

Ale Karol Łysy wydał powszechną ustawę, która tyczyła jednako wielkich urzędów i lenności: postanowił w swoich Kapitularzach, że hrabstwa przypadną synom hrabiego; i chciał, aby ta ustawa odnosiła się i do lenności.