Zawiodła mię przyobiecana na pewno okazja, dlatego książki dla was i dla Mani Mar[kiewicz] leżą u mnie na stoliku. Chciałabym je przesłać jak najprędzej — dla siebie, żeby mieć nowe, dla Mani, żeby się z przyrzeczenia uiścić. Bardzo mi na sumieniu ciążyło, że nie mogłam tego pierwej uczynić, ale wczoraj przyszedł najserdeczniejszy i najpoczciwszy list pani Markie[wiczowej], który mię w połowie rozgrzeszył przynajmniej, bo się dowiedziałam o wyjeździe Mani i Stasia; więc zaraz uspokoiłam się, że to karnawał, że moje książki i tak by nie weszły w użycie itp. Powiedz jednak Mani, że rozgrzeszenie aż do niedbałości mię nie upoważni, jak to bywa z mnóstwem zbyt często rozgrzeszanych dewotek. I owszem, jeszcze pilniej się będę starała o wyszukanie jakiej nowej sposobności. Dla ciebie w nagotowanej przesyłce jest twój arkusz o służących i porobione nad nim uwagi. Początek, jako więcej listowy, załączam w tej kopercie. Rozmyślisz się nad nim i powiesz mi, jak ci poskutkuje — bardzo a bardzo ciekawa jestem. W tych dniach, co rano i co wieczór, czytuję Cesię173; nawiasem wspomnę ci tylko, że po wyjściu z pensji, kiedy byłam u wujenki, raz w wyjątkowo cichej chwili zaczęłam także pisać jakąś powiastkę, w której było imię Cesi dominującym — ale zresztą żadnego innego związku. O ile sobie przypominam, to nawet myślę, że gdyby tobie, Wando, było się kiedy zdarzyło taki okropny, bezcelny, nonsens napisać, i mieć potem napisany we wspomnieniach swoich, to byś nigdy pióra do ręki nie wzięła. No widzisz, ja wzięłam, i ty mię nawet pokochałaś za to. Czy cię to nie zgorączkuje, gdy ci kiedyś szeroką krytykę prześlę i różne uwagi swoje? Nim mnie upoważnisz, powiem ci tylko, że kanwa jest bardzo zajmująca, ramy prześliczne — reszta na później.
Co do szczegółów dzieciństwa, to musisz pierwej przesłać mi choć parę już przez ciebie napisanych arkuszy174. Lepiej zmiarkuję, które ci się na co przydadzą, a może twoje słowa rozbudzą uśpione, wydmuchają z popiołów przygasłe. Istotnie, wierz mi, że wtedy najjaśniej widzę przed sobą, co może być napisane i jak może być napisane, kiedy ciebie krytykuję. Nie gniewaj się za to na mnie.
Drugi list wyprawiłam do Seweryna, jeszcze pono rozleglejszy jak pierwszy, lecz ten mu już pewnie tyle do myślenia nie poniesie, bo mi brak tych szczegółów wspólnego życia, których po wyjeździe z Warszawy i tomaszowskich odwiedzinach miałam pełną głowę. Gdyby ciepła, gdyby pogody, gdyby kilka jeszcze domowych okoliczności, to mi się zdaje, że, nie czekając lata, wybrałabym się znowu na jakie dwadzieścia cztery godzin do Tomaszowa, po treść na korespondencję. W to wierzę jak najmocniej, że Sewerynowi koniecznie trzeba listów do zdrowia — nie moich, ale listów z kraju — a mnie znów koniecznie trzeba zdrowia Seweryna — nie dla niego — ale jakby dla mnie. Bądź zdrowa, Wando — lub przemieniając zwykłe wyrażenie: „Bądź spokojną” napiszę, pożegnam i uściskam.
Przyszło mi na myśl, że gdybyś mogła te angielskie dziełka, o których wspominasz, do Polci odstawić, to by mię prędzej doszły, a ty byś swoje niemniej przeto odebrała. Czy też taki jest układ, że bez wymiany nie możecie pożyczać i musicie mieć pierwej wziętą do oddania?
LXXVI
[Bez daty. Kartka dołączona do rękopisu „Rzecz o służących”]
Wando moja kochana, o parę godzin minęłyśmy się wczoraj!!!
Twój wstęp175 zdawał mi się nie dość specjalnym; zanadto wiele rzeczy chciałaś w nim wypowiedzieć, nawet w końcu o nauczycielstwo zaczepiłaś. Zbudowałam ci więc opłotki, którymi na pole broszury wyjść będziesz mogła. Skusiło mię to jako próba we własnym interesie. Chciałabym się przekonać, czy nasz sposób myślenia (nie o treści mówię, ta jest zabezpieczona co do jednakowości swojej, ale sposób, porządek, koloryt), czy tedy ów sposób jest sobie odpowiedni. Ach! ileż bym dla ciebie miała notatek podobnych! Ma się rozumieć, że, jak względem niniejszej, tak względem każdej, mogłybyśmy się zawsze w dodatku naradzić, tu coś przestawić, tam coś dodać — ale redakcja zupełnie twojej głowie by ciężyła. Może też kiedy niekiedy udatniej mogłabym ci główną treść przedstawić, bo dzisiaj po świątecznych wycieczkach i zmartwieniach jeszcze mię coś na mózgu uciska; starałam się jednak zebrać główniejsze punkta, o ile pamięci starczyło. Człowiek tak wiele o tych różnych głosach ludzkich przemyślał... a jednak niech ci moje 7 punktów jeden tylko arkusz zapełni — co do streszczenia, to uzupełnij je tłumaczeniami tam, gdzie zakreślone.
Według mego zdania, wstęp powinien być krótszy i treściwszy. Nie zbaczając na inne przedmioty, pisać by trzeba tylko o głosie:
1. Cel, żeby czynił wrażenie najodpowiedniejsze wymawianym słowom — porównać słowo z muzyką, gestem, obrazem, jak jedno działa, jak drugie.