Druga prośba — daruję ci do powieści imię Narcyzy albo Gabrielli, jak chcesz, — ale nie bierz mi imienia Janka. Wszakże nie wzięłabyś nazwiska Jurgensa — otóż to imię porównać — nie, nie porównać — to imię przeciwstawić mogę z tym nazwiskiem tylko. Czy wiesz, że w pewnych chwilach ultra-stoicyzmu lub samozwrotnego sarkazmu, chciałam się otrząsnąć z tej foremki żalu i uświęcenia — próbowałam sama używać dla obcych tak spieszczonego zakończenia — nigdy mi to bezkarnie nie uszło. Jak czasem Stefania184 swego siostrzeńca Jankiem nazwała, zdawało mi się że mnie przedrzeźnia; a jednak wiedziałam, że ma więcej prawa ode mnie mieć swego Janka do ukochania, bo lepiej, czynniej, kochać potrafiła. W powieści — a zwłaszcza tej najbliższej twojej powieści — byłoby mi jeszcze smutniej z owym imieniem się spotkać. Weź Jasia — Jania — Jaśka zresztą, co być może dość nawet odpowiednim — koloryt historyczno-ludowy — Jaśko z Tenczyna185 — Jaśko z chałupy — Jaśkiem mógł go przezwać ojciec wojskowy z napoleońskich czasów — tylko Janka186 zostaw mi jedynego na zupełną, na wyłączną prawdę mego życia. Istotnie, dla niego zaczęłam pisać — z jego rad, wspomnień i podarunków napisałam prawie wszystko, co jest rozumniejsze i poczciwsze w czterech tomach Gabrielli — nie zapieram się tego — mogę ci nawet popodkreślać miejsca i palcem wskazać całe wyrażenia — od Burzy, która jest szczerą esencją tylko, a raczej szkielecikiem tego, co raz o śmierci mówił ze mną — do listu Hieronima187, którego bym nie była nigdy oparła na dość jasnej recenzji Białej Róży — gdybym nie miała w żywej pamięci jego trafnej, ostrej, a zawsze jednak nie ujemnej, lecz dodatniej krytyki. Przyznaję więc, że literacko wyzyskiwałam pamięć mego brata — musiałam wyzyskiwać, o ile chciałam rzetelnie coś uczciwego napisać — ale jego imienia — jego osobistości... Nie — chyba danym by mi było rzeczywiste, własnym imieniem i własną odpowiedzialnością podpisane „pamiętniki” układać. Chyba w takim dziele, w którym wszystkimi literami wypisałabym nazwisko rodowe mojej matki — i stryjenki, która mię wychowała — i sióstr, i Erazma, i twoje, i Kazimiery, i Jurgensa. Osobno nie dam mu odejść od siebie — to jest najsłuszniejsza słuszność moja.

A gdybym ci w sekrecie powiedziała najniesłuszniejsze głupstwo moje? — Zdziwiłabyś się — oczy twoje rozwarłyby się szerzej niż kiedykolwiek w życiu. Nie posądzałabyś mię o mistycyzmy żadne — a tymczasem, jak mam znamię na twarzy, tak mam jeden chorobliwy mistycyzm w moim usposobieniu. Przykro by mi było, gdybyś imienia Janka nie otoczyła miłością, nie oprzędła w takie szczegóły, w jakie tylko ukochanych naszych oprząść możemy. A gdybyś otoczyła miłością — oprzędła ukochaniem — wzżywiła duszę swoją — to by mi także przykro było. Jeśli trafisz z tym do ładu, będziesz mądrzejsza od Salomona może, a ode mnie z pewnością.

Dajmy już temu pokój — tym bardziej, że słychać zewsząd ruch domowy. Kasia już w piecu pali. Siostra obok przyszła się ubierać — już wpół do dziewiątej — nadzieja śniadania wołać ze schodów głosem Antosi będzie: — „Już herbata przeciąga”. Więc słowo tylko o krytyce, do której mię zapędzasz. Śmieję się z mojej dzieciny — tobie się zdaje, że potrafiłabym cokolwiek skrytykować! Miej to sobie raz na zawsze powiedziane — że prócz Ciebie i Siebie ani źdźbła, ani pani Orzeszko, ani pani Morzk[owskiej], ani żadnej innej, jaka ona ma być może. Chciej rozumieć i komentarzami dopełnić — tylko Ciebie i Siebie — tylko dla Ciebie i dla Siebie.

Zgorszyłam się bardzo sceną przez Lewestama188 wywołaną. On sam, spekulant na cudze kieszenie, pewnie sobie życzył skandalu, bo to więcej pomoże do rozprzedawania biletów; ale że w publiczności znalazły się głosy — „precz z towianistami” wołające, kiedy zapłacili, aby przyjść Lewestama słuchać, to mię bardzo za nas upokarza. Czyż religijni ludzie nie zdobędą się na chrześcijańskie uczucie, a naukowi na rozumne ocenienie zbawczego wpływu, jaki każda nowo tworząca się sekta na ludzką rodowość wywiera — choćby mormoni, to by powinni dać do myślenia. O, czemu ty nie możesz napisać tego, cośmy raz o sektach mówiły — ten amerykański idealik przydałby się wśród takiej aktualności — właśnie bieżąca chwila spotkałaby go i uwydatniła — Hélas!

Miałam w przeszłym tygodniu list od Mani M. i od Stasia. Gdybym tak się przyzwyczaiła do rozmowy ze Stasiem jak z tobą, to bym mu wiele, wiele rzeczy chciała odpisać pomimo złego usposobienia — ale że brak wprawy, więc czekam lepszej chwili. Od Seweryna były dość smutne wiadomości — a tak koniecznie dobrych potrzebowałam — to nie nadzieja, to była szczera, prosta potrzeba.

Nota. Pamiętaj co do książek, że ile razy będziesz jakie miała do dyspozycji, nie czekając na nic, odeślij do Polci — a ja swoją drogą odsyłam — czasem okazje jadące stąd i wracające nie mają czasu do ciebie się zgłaszać — a tak zabiorą, co już będzie złożone. W poniedziałek zwrócę ostatnie dwa dziełka angielskie — trochę przesłodzone biblijnością i morałami — wystarajcie się o mniej pobożne.

Jeszcze zapomniałam o służących189 dać odpowiedź. Mam pewną słabość do mistyfikacyj, więc pozwoliłabym dać do druku, ale pod tymi nieuchylonymi warunkami:

1-o190. Żeby nikt a nikt nie wiedział o pseudon[imie] czyli niby-autorce — bo rzeczywiście myśli twoje są.

2-o. Żebyś dała raczej siebie niż mnie o to posądzić. Nie wymagam adopcji zupełnej — tylko dyskretnego milczenia, czy przed siostrami, czy przed Edwardem, czy przed kim bądź.

3-o. Żebyś posłała Ilnickiej191 jako próbę twojej znajomej — która chce wiedzieć, czy się to przyda redakcji i czy się to przyda autorce, która chce pisać dla zarobku, ale potrzebuje mieć też jakąś pewność, że dostarcza dobrej roboty.