Z dopełnienia tych trzech kondycyj obiecuję sobie: uniknąć dziwacznego wyrwania się jak Filip z konopi po dziesięciu latach milczenia na drugie lat dziesięć; uniknąć przed własną wyobraźnią wielu niemiłych rzeczy; nabyć chwilkę pustoty i widzieć, jak się zadziwisz, kiedy Ilnicka odpisze ci, że to nic nie warto. Mieć czym podrażnić się kiedyś z Kazimierą, która nie chce mi wierzyć, że co piszę, to się tylko przyjaciółkom i znajomym moim podoba. Juścić wiem, że wzięto by i zapłacono, gdybym się podpisała, lecz w tym szyk, żeby bez podpisu na niewiadome kompetentny interesant osądził. (Jeśli ci o signum idzie, to możesz gawędę wyprawić z imieniem Filipim).
LXXIX
[Pszczonów] 26 lutego 1867
Z wdzięcznym sercem i pochylonym czołem, jak przynależy dobrze wychowanej osobie, której ładnych książek pożyczają, odsyłam cztery tomiki angielskich powieści — a wiem, że głównie za to atencja moja Zosi192 się należy, bo pewnie ona mię tak w ulubioną angielszczyznę zaopatruje. Tobie, Wando, w szczególności — prócz bardzo, bardzo wielu innych rzeczy — winna jestem kalendarz dla kobiet odesłać; ale jeszcze go przez tę okazję nie odbierzesz, nie spieszę się z nim zbyt gorączkowo. Z pierwszej niecierpliwości pośpiechem zobaczyłam tylko, co tam o Ilnickiej wydrukowano — i wiersz Liliany — a czemu Liliany? zdaje mi się, że ci donosiłam — a może nie donosiłam? — Liliana pisała do mnie śliczny, grzeczny liścik. Pan Wisłocki wezwał ją do napisania recenzji o dziełach Gabrielli — „nie śmiała przyjąć wezwania, bo może Gabriella by się obraziła, że jakaś Liliana o niej pisze”. Ma się rozumieć, odpowiedziałam na to z niekłamaną serdecznością, że Gabriella cieszyłaby się niezawodnie każdym słowem tak wielkiego dowodzącym współczucia — ale Narcyza, osobiście czuje się zobowiązaną za uchylenie się od tego zamiaru — i po starszeństwie przestrzega, że Liliana nie ma wcale krytycznego talentu, że jest na szczęście swoje obdarzona władzą łatwego entuzjazmu, a tu na korzyść czytelników trzeba władzy surowej sprawiedliwości itd... Ciekawa jestem, czy ją to obraziło, czy nie? Według wszelkiego podobieństwa na tym się skończy nasz literacki stosunek. W ogóle nie najlepiej wychodziłam na wszelkich czytelniczkach moich „zaentuzjazmowanych”. Nie posądzaj mię o samochwalczą fanfaronadę — entuzjazm czytelniczek jest codzienną atmosferyczną przypadłością — spotkałam się z jedną, której twarz promieniała, gdy mi opowiadała, że po długich staraniach i tęschnotach, udało jej się wreszcie na pewnym wieczorze ujrzeć — „Szmigielską”! Wprawdzie tak innego spodziewałam się nazwiska — Ziemięckiej, Ilnickiej — choćby Pruszakowej, że gdy Szmigielską193 wymieniła, musiałam jak czarna zazdrość wyglądać — ale fakt jest, że była jej wielbicielką. Nic więc dziwnego, że i ja miałam moje wielbicielki czytelniczki. Panna Kuszel onego czasu oświadczała mi się z miłością jak kawaler — dzisiejszą Ehrenbergową ty sama zapamiętać możesz — wszystko to zaprzątnęło mi po kawałku czasu mego życia i poodpadało jak plastry. Ach! choćby dlatego, by sobie kłopotów pozycyjnych oszczędzić, nieprędko bym się zdecydowała (przypuściwszy, że mogłabym jeszcze cokolwiek w tym rodzaju decydować) na wydrukowanie mego uwierzytelnionego podpisu. Raz tylko zdarzyło się tak szczęśliwie, że czytelniczka przeobraziła się w miłą i dobrą znajomą194 — teraz nawet więcej trochę niż znajomą, bo już ciekawie poznawaną być zaczyna. Jeszcze to z Miodogórskich czasów nabytek — miałam się na ostrożności, bo mi się podobała, a jako czytelniczce zaufać jej nie mogłam — byłam pewna, że odejdzie — tymczasem ona nie tylko odeszła, ale i pogniewała się na mnie, i rozżaliła, i dlatego właśnie rzeczy lepszy obrót wzięły. Od ostatniej mojej w Mławskie wycieczki — od jednej nocy przegawędzonej zbliżyłyśmy się, jak gdyby dwa tomy z tych czterech przegradzających nas ubyło — później w listach drugie dwa się zdarły, może tam jeszcze kilka jakich kartek zostało, lecz to już fatum nieuniknione — między mną a najbliższymi moimi, jest zawsze chociaż jedna drukowana stronica. Wszak jest, Wando? jest między mną a Kazią, między mną a Julią, między mną a tobą, c’est á dire, między mną a tobą są głównie stronice niedrukowane — są te, które chcesz, żebym ja drukowała, i te, które ja chcę znowu żebyś ty drukowała. Nie wiem, co z tego wyniknie? — czy się pokłócimy? Przynajmniej to mię uspokaja, że się nie rozejdziemy nigdy na rozstajne drogi. Pokłócić się i owszem — przyznam ci się, że aż jestem ciekawa, jakby to się Wanda kłóciła ze mną? Godziłoby się nawet dla zatwierdzenia twojej niepodległości. Jestem pewna, że po dobrej i przyzwoitej kłótni miałabym ci pełno rzeczy do powiedzenia. Twoja rozpieszczająca pokora musi mię jakoś przy niewłaściwej powadze trzymać, bo się często podchwytuję na dydaktycznych lub macierzyńskich zwrotach i jesteś dla mnie tą samą Wandą, co do mnie na trzecie piętro przychodziła, lub moją Wandą dzieciną, którą bym wzięła na kolana i głaskała po twarzy, całowała w czoło, tuliła do snu, jeśli zmęczona lub smutna. Tymczasem wcale inaczej rzeczy się mają: — Wanda nie uczennica i nie dziecina, tylko Wanda młoda — Wanda jest teraźniejszością dnia bieżącego — a ja stara — ja dniem wczorajszym. Zaiste, przeszłość ma swoje prawa — żadnych praw nikomu nie chcę ustępować — ale też i teraźniejszość chylić się w stronę rzeczy minionych nie powinna — ani rzeczy minione tak przechylonej zatrzymywać nie powinny. Co wszystko razem znaczy, że wyraźnie zaczepki z tobą szukam.
A miałam zupełnie o czym innym pisać. Najpierwej o tym, że się zabrałaś na koniec do czytania „o naukach przyrodzonych”. Żebyś się do samych nauk przyrodzonych zabrała, tego bynajmniej w życzeniach moich nic stawiłam nigdy; trzeba mieć przygotowawcze wykształcenie; ale kto go nie ma, dość mu na ogólnikach poprzestać, dość o tyle każdy przedmiot zrozumieć, żeby wiedzieć, o co w nim chodzi i jakimi drogami w nim chodzą. Juścić nie mogę się pochwalić, żebym po przeczytaniu wszystkich pięciu tomów przez Stasia mi pożyczonych, nauczyła się jednej przynajmniej formułki chemicznej na pamięć lub żebym mogła najłatwiejszej analizy najmniej skomplikowanego ciała dokonać; zawsze jednak objęcie metody, sposobów działania, porządków zaprowadzonych w tym dziele, rozjaśniło mi innych działów ciemności. To tak, moja droga, jak gdybym przytomna była wielkiej batalii i własnymi oczami ruchy wojsk widziała; nie rozwinęłoby to we mnie strategicznych zdolności i nie potrafiłabym potem najlżejszej utarczki zaplanować, a przecież miałabym dokładniejsze o wojnie wyobrażenie i przy czytaniu Thiérsa, dajmy na to, prędzej bym zmiarkowała, co on ma interes podnieść, a co umyślnie w cieniu zostawić. I ty się chemią nie zrażaj; prędzej zmiarkujesz później, do czego w innych dziełach odnoszą się różne ustępy. Czy nie wzdychasz za przeczytaniem jakiej antropologii? Jest ich kilka w regestrzyku przez Stasia spisanym; ale na oskomę tylko: prawie wszystko po niemiecku! Jedna francuska, to ją mam, i niekoniecznie się nią zachwyciłam; ale jest tam angielska także, która świeci jeszcze przede mną jako daleka możliwość. W tych dniach wybieram się z listem do Stasia, bo chciałabym go bliżej rozpytać o te broszury popularnonaukowe. Jeśli mię upoważnisz, to i o Szekspirze195 z nim się rozmówię — czy będzie, czy nie będzie drukowany. Ty, jakkolwiek moją kochaną, jedyną, najjaśniejszą teraźniejszością jesteś, w tym przedmiocie wszelako głosu nie masz; tylko możesz pozwolić lub zakazać porozumienia ze Stasiem, to już do ciebie zależy i czekam. A dlaczego byś nie próbowała coś naukowego przetłumaczyć? Gdyby on ci wybrał, gdyby potem przejrzał? Skoro umiesz tłumaczyć, nawet z niemieckiego, byłoby to dobre przygotowanie, dobre zaznajomienie się z publicznością. Jakbyś się potem odezwała na własną rękę, to by większe mieli w tobie zaufanie, bo pamiętaliby, że się znasz z naukami ścisłymi. Co też o Sewerynie słychać? Wciągnęłam się w osobistą potrzebę wiedzenia o jego zdrowiu. Listu wyglądam przez pocztę, a na książki będziesz miała tę samą okazję, która tu wraca. Uściskaj siostry. Ojca bodaj już zdrowego niech moje powitanie zastanie.
Odsyłam też gawędki pedagogiczne. Co z nimi zrobisz? — jak mi powiesz, to ja ci powiem. Czy Ludka Edwardowa lepiej się miewa tej zimy i czy wszystkie dzieci im zdrowe? Pozdrowienia dla całego ich domu, z uściskami ma się rozumieć.
Dlaczego nie zebraliście się na odegranie jakiej sceny dramatycznej, choćby w gronie ścieśnionej publiki? A Julcia jak wypłynęła ze swoich różnych przedsiębiorstw? Pisząc do niej, powiedz, że miałam wielką ochotę pojechać do Ludzimierza i na wystawę paryską — widzieć Tatry i to, co z Egiptu przysłano.
LXXX
[Pszczonów, marzec 1867] [Brak początku]
...Oto wiesz, co zrobić ostatecznie? Upoważniam cię, żebyś wezwała na konferencję Kazię i Julię. Ostatnia już mi i tak o Filipinie196 pisała; wiem, że dla jednej i dla drugiej c’est le secret de la comédie — proszę cię tylko, żebyś go rzetelnie do reszty objaśniła. Zrozumieją pewnie, dlaczego z twoim pomysłem, w prawdziwie filipowskim charakterze z konopi występować nie chcę; ale i to zrozumieją, dlaczego i w twoim, i w swoim, i we wszystkich Filipów na świecie charakterze, ujmuję się za prawami autorów przeciw redaktorom197. Niechaj ich sąd rozstrzygnie, a ty wyroku dopełnisz.