Frazeologia — nadużycie słów — zdania fałszywe — „Ani chcę myśleć o tym, żeby pani nie przyjechała na Wielkanoc”... Założenie fałszywe. Istotnie, Wando moja, nie przyjadę na Wielkanoc.

Przejdźmy do drobniejszych szczegółów, dopełniwszy już krytycznego obowiązku.

— „O Natalii ani wiemy”, piszesz mi okrutna — a ja tylko przez was mogę się o niej dowiedzieć. Skąd się wzięło, że mi Sylasa208 odesłałaś? Był razem z innymi książkami dla Mani wyjątkowo przeznaczony. Ja myślałam, żeście książek nie odpakowały przez skrupulatność i dlatego nie wiedziałyście, że jest między nimi Natalia; że jednak Sylas do mnie wrócił, więc książki były odpakowane — kiedy? gdzie? przez kogo? Co ten Sylas znaczy, czemu on nie w Tomaszowie? Okropnie mię to intryguje.

Dla Taina nie mam zbyt gorącego entuzjazmu, ale mi się podoba. Może go nie dość cenię, bo nie znam się właśnie na głównych jego listów przedmiotach, na malarstwie i snycerstwie, lecz jako zgadłaś, tym mię najwięcej zajął, że chodzi po tych samych ulicach, które dzisiaj Seweryn krokami mierzy i że taki szczerozłoty Francuz.

— Co do Millera dla Wohla: to, co ci Julia odpisała, nic innego nie znaczy, tylko dosłownie napisane słowa: „jak mi go dadzą, to go odeślę”. W tym jedynie męty, że już bardzo dawno prosiłam, aby go wzięła z miejsca, w którym się znajduje; ona zaś czeka, by go dano. Wohl najgorzej na tym wychodzi, bo jak się spodziewam, dawno już „drugi” tom odebrał, a pierwszego nie wiedzieć kiedy się doczeka.

Rodziny Thuiller nie znam — pytasz — a nie przysyłasz — głodnego pyt...

Będzie niezadługo okazja, to wszystko odeślę.

LXXXV

[Pszczonów, 20 kwietnia] Wielka Sobota 1867

Zgadłaś, Wando, że, jak wiele rzeczy w życiu, tak i spodziewana przed świętami okazja zawiodła mnie. Dubeltowe zmartwienie, bo tak mi było pilno Szekspira odesłać; lękam się, żeby z mojej winy w czymkolwiek kiedykolwiek nie nastąpiło spóźnienie. O pogorszeniu zdrowia Mani M...209 nic nie wiedziałam; z dobrą myślą i dobrym słowem zaczęłam długi list do Seweryna, szczęściem, że mi przerwano i musiałam na po świętach odłożyć. Byłby może sądził, że go chcę fałszywymi wieściami pocieszać — i później by mi nie dowierzał. Bardzo, bardzo żałuję, że mu słowem Alleluja przyjaznych wspomnień ostatniego wieczoru nie uprzytomnię; pocieszam się jednak, że znajdę drugą pod wszelkimi względami podajniejszą chwilę. Ach! gdybym pierwej jeszcze mogła choć na kilka godzin wpaść do Tomaszowa! Ciągle nad tym przemyśliwam. Od dwóch dni jest tu u mnie ta osoba, o której ci raz pisałam z Włocławka210; ale jeden dzień chorowała na migrenę, drugi była w usposobieniu rekonwalescentki, trzeciego dzisiaj wyjeżdża — i wszyscy wyjeżdżamy do Dębowej Góry. Miałam taką ochotę zostać! Pani Zaleska mi wyperswadowała, że narobię kłopotu, sama obchodząc święta w domu; przyrzekałam nie obchodzić, póki nie wrócą — ale widziałam ogólne niezadowolenie. Czy istotnie o kłopot, czy o wspólne obchodzenie uroczystości chodziło — zostawiam to dla samej siebie nierozstrzygnięte. Jednak mi trudno zrozumieć, co za pociechę ze mnie będą mieli w licznym zgromadzeniu, w chaosie, gdzie będzie przeważać cała warstwa takich znajomości, z którymi tylko przez grzeczność dzień dobry mamy sobie do powiedzenia. Są rodzinne przesądy.