Że jednak nie usunęłam się spod nich zupełnie, więc i tobie nie mogę wszystkiego, co chciałam, napisać. Jedynie dlatego się zgłaszam, żeby po zwyczaju dobrym słowem ciebie najpierwej, a potem wszystkich twoich pozdrowić — ojca — Zosię — Julcię (bo ona dla mnie zawsze z wami) Manię. Znajomych także. O Ogrodowej to się nie mówi, bo Julii oddałam należność jeszcze pierwej do przekazania — i to nie są znajomi — lecz moi właśni — ale znajomych dobrych wybierz wśród tych, którzy mają dla mnie poczciwe wspomnienia, panią piękną np. Ludmiłę.
Ciebie, moja jedna — ciebie, moja dana — ciebie, moja, osobnym uściskiem witam i żegnam zawsze. W Dębowej Górze będziemy przez tydzień, wracamy tutaj na przewody. Nie mam czasu opowiedzieć ci, jakie świetne projekta rozwijałyśmy z przybyłą tutaj — zapowiadam tylko, że ci się będą podobały.
LXXXVI
[Dębowa Góra] 13 maja 1867, poniedziałek
W ilu to już listach, Wando, przepraszałaś mię za to, że o sobie mówisz za dużo? a w ilu listach ja ci tłumaczyłam, że, ponieważ nie umówiłyśmy się, aby prowadzić naukową, o pewnym przedmiocie korespondencję, np. o kalendarzu asyryjskim lub gramatyce sanskryckiej, lub nawet o zasadach pedagogiki, więc musimy pisywać o samych sobie i o tym, co mamy na myśli w odniesieniu do samych siebie. Mam wszelką nadzieję i pewność, że korespondencja nasza nie będzie drukowana i na żaden mądry traktat materiału nie dostarczy. Niechże nam będzie wymianą najprostszą chwil z dala w rozłączeniu spędzanych; niech dostarcza telegramowych fotografij tego, co się z nami dzieje. Chciałabyś może, — bym w dodatku powiedziała ci jeszcze, że ze wszystkiego, co przypuszczalnie napisać ci jest danym, zawsze ty sama i osobistość twoja najważniejszymi dla mnie są tematami; ale ja właśnie za karę ani słowa o tym nie piszę, tylko wszelkie inne wnioski sumienności twojej zostawię. Dixi211.
Zdaje mi się, że na utrapienie dalszej przyszłości swojej zaczyniłaś ciasto świeżymi drożdżami. Spadła ci w życiu ważna chwila, okazją przez ludzi zwana zazwyczaj. Chociaż ty sama wiesz lepiej niż inni, że taka chwila-okazja, to coś ważniejszego jeszcze, to suma chwil mnóstwa, ciężkich, nieraz pokurczonych, pokrzywionych, niewyraźnych, niejasnych, nieszczerych, a pierwsza w szeregu następnych, nieobliczonych, choć zawsze od niej zależnych, styczny punkt skutku z przyczynami. Otóż, jak mówię, zdaje mi się, że taką chwilę-okazję przegrałaś znowu marnie. Juścić nie możesz być tak łatwowiernie dziecinną i tak mało z naturalnym rozwojem stosunków ludzkich oswojoną, abyś przypuściła, że Zygm... istotnie astronomicznie jak gwiazdę kochać cię będzie i że mu na całe szczęście wieczorna wizyta parę razy w tygodniu przy ogólnej koło waszego salonowego stołu rozmowie wystarczy. On ją dziś woli od zupełnego zerwania, ale woli dlatego, że, czy przyznana, czy nieprzyznana, zawsze jednak choć w najmroczniejszej przyszłości jakaś nadzieja mu majaczy. Póki odmowę swoją tym jedynie usprawiedliwiać będziesz, że go nie kochasz, póty mu tej nadziei nie wydrzesz. To nie jest w naturze ludzkiej taka, że ją nazwę, ślamazarna ustępność — w naturze męskiej szczególniej. Aż go szanuję za to, że się nie zraża. Zdobyć, to prawo jego; lecz prawo zdobyczy jednym jedynym prawem rzeczywistym ograniczone być może: Nie brać cudzej własności: o cudzą własność ani dobijać, ani rozbijać się nie wolno. Dlatego, jeśli powiesz starającemu się o twoją duszę i życie twoje: „Ja pana nie kocham”, to tyle znaczy, jak gdybyś mu wyzwanie rzuciła: „Zrób to, bym cię kochała”. Gdy zaś powiesz: „kocham innego”, — rzecz skończona, klamka zapadła i pieczęć nad nicością położona. Masz niby kilka innych wyrazów na zagadanie swego sumienia: uczucie twoje tak wielką jest dla ciebie świętością! jakże je zwierzać innemu... jeszcze ojcu sama nie powiedziałaś — itd., itd. — Że nie powiedziałaś ojcu, by mu chwil niespokojności w czasie nieograniczonego wyczekiwania oszczędzić, to już jedno złe; czy z twego położenia, czy z innych powodów wypływające, nie mniej złem jest; ale że Zygm... ogólnie a stanowczo odmowy swojej nie objaśniłaś, to drugie złe nieużyteczne i zobaczysz, jak kiedyś jeszcze echem się odbije w przyszłości. Przypuszczasz, że to może jakie przykrości za sobą pociągnąć; może, nie tylko dla ciebie, ale i dla kogoś, co ci więcej znaczy, mieć niemiłe następstwa; rodzinne nieporozumienia dajmy na to, ze wszystkiego najgorsze plotki... To cóż? Moja Wando kochana, nie pierwszy to raz i ostatni przekonasz się, że spełnienie obowiązku różne nieprzyjemności za sobą pociąga, a tchórzostwo czym innym nie jest, tylko chęcią uniknięcia przykrości dla siebie i ukochanych swoich... Jeszcze przed odebraniem twego listu bardzo wiele myślałam o tym i sama sobie łajałam, że kiedyś mi się usprawiedliwiała możliwością złych następstw i dalszych trudności, ja także przekupić się dałam tą potrzebą odmuchania cię z wszelkich kłopotów; a dziś już za późna przestroga. Bądź co bądź jednak, niech się z nią wyobraźnia twoja oswoi, a sumienie niech ją na różne strony przerachuje; może się później, w rozdzierzgnięciu212 innego supełka przyda.
Kiedy ci już powiedziałam, co źle zrobiłaś, muszę ci teraz powiedzieć, co zrobiłaś dobrze. Oto dobrze zrobiłaś, że żałowałaś dwóch przemilczeń swoich i że mi powieść przysłać obiecujesz. Ani się domyślasz nawet, jak dobrze zrobiłaś. Ja ci nie powiem teraz w pierwszych chwilach, dopiero później, później, kiedy będzie najzupełniej materiałem wspomnienia. W tym tygodniu Pszczonowskie panie będą z Lublina przez Warszawę jechały, masz więc sposobność na wyprawienie i papierów, i powieści angielskiej. Do Seweryna pisałam; zapewne list go leszcze w Meran zastanie: cóż jednak powiesz? Owe niedoczytane wiersze ciągle mi w myśli zawadzały; nie pisałam ani swobodnie, ani tak długo, jak do niego pisywać lubię, bo mię różne przypuszczenia na pasku trzymały. Dziwisz się, że mogę jakąś wagę przywiązywać do słów osoby, z którą sama w bliższym stoję stosunku i od której sama dowiedzieć się mogę tego, co o mnie myśli. Toż właśnie jest przyczyną, że nie spodziewałam się wcale w cudzym liście pod tym względem czegoś takiego, czego bym usłyszeć nie powinna. Niech ten kamień w wodę wpadnie.
Jeszcze mam ci parę słówek o Filipinie napisać. Stawiam ultimatum moje: jeśli chcesz, żebym kiedykolwiek na cokolwiek pióro wzięła do ręki; jeśli chcesz mi wielkiej, największej przykrości oszczędzić (a tu o żaden obowiązek mój nie chodzi); jeśli chcesz zresztą być jedynym, ostatnim punkcikiem, do którego mogę resztkę ufności mojej, a raczej zaufania skierować, — to nigdy i przed nikim nie wydasz się ze współudziałem moim w tym bluszczowym artykule. Nie narzucam ci, byś go na własne barki przyjęła; ale masz prawo milczeć i raczej to ścierpieć, aby tobie był przypisywanym. Po sprawiedliwości, czyż nie twój? czyż nie przerobiony tylko? czyż nie twoją myślą i pracą wywołany, zasiany, doprawiony? Gdyby raz się między ludzi rozeszła nasza kolaboracja, to by jej nigdy właściwego sensu nie uznali; szczególniej też o ile mieliby szerokie pole domysłów rozwarte. Bo gdy byśmy jawnie ze współką naszą wystąpiły, to co innego; ale sekret, choć najniewinniejszy, zawsze ludzi gorszy i koniecznie na czyjąś stronę krzywdzącego wytłumaczenia szukają. Niestety — jawna współka niepodobieństwem, bo ja bym nic już prócz głosu doradczego nie wniosła do niej; nawet takiej jak dla Filipiny korekty. Pominąwszy inne ważniejsze tamy, jeszcze do mniejszych rozproszenie życia należy. Jak ci się zdaje, czy ja z Pszczonowa piszę? Nie, moja Dziunieczko, i twój list nie w Pszczonowie, lecz w Dębowej Górze odebrałam. Zostanę tutaj aż do powrotu Wituchny, a później zaczynają się wakacje i znowu zjazdy lub rozjazdy rodzinne. Nie bardzo jednak ręce nad moim losem załamuj, bo mię to nic a nic nie martwi, kiedy się mogę z którą siostrą lub siostrzenicą zobaczyć, chociaż czasem tak jak ostatnia bytność moja w Warszawie — ale już o niej mówić nie warto. Uściskam cię bardzo serdecznie i w oczy pocałuję przez sen, jeśli to prawda, że lepiej wyglądasz. A co o broszurze Seweryna? Zosię i Manię pokochaj ode mnie — ojcu najżyczliwsze pozdrowienia — jak się na 2-gim piętrze miewają?
Niecierpliwie wyglądam bliższej o Wohlu wiadomości. Jeszcze przed świętami pisać do niego zaczęłam; teraz, gdy mi znów kilka słów jego się dostanie, będę miała więcej do powiedzenia. Czy Pani Bol[eslawa] prędko wraca? lub czy przez jej męża od matki Woh[la] listu pożyczyć by się nie dało?