Wandzie
Wando, chcesz mi oszczędzić gorączki, niepokojów, ściskania w dołku i wyrzutów sumienia — chcesz? to przy pierwszym dniu pogodnym, zabieraj się i jedź sama, nie czekając na mnie. Bądź spokojna, przyjadę304 ja, przyjadę; diabeł ci tej surpryzy nie zaoszczędzi i będziesz mogła w kilkotygodniowym bliskim pożyciu przekonać się, jakie miłe ziółko ze mnie. Wierz mi, że będziesz mogła — ale jedź co prędzej, bo ja ci jeszcze z wielu wyłuszczonych Julucie powodów stanowczo dnia wyjazdu mego nawet z Dębowej Góry oznaczyć nie mogę. Choćby tylko to weź na uwagę, że przy sprzyjających okolicznościach, ledwo na 1-go lipca mogłabym dostać paszport i książeczkę, tj. upoważniające mię do ruszenia się choćby z Dębowej papiery. Cóż dopiero o innych mówić! A tu porę przejazdu w mig chwytać trzeba. Gdyby nie moja wina, byłabyś dawno, już w początkach czerwca pojechała i chociaż trochę cieplejszego powietrza zażyła. Przeze mnie doczekałaś się słoty i zimna; jeśli byś w przydatku zdrowiem to opłacić musiała, wyobrażasz sobie przecie, jaki mi to efekt sprawi. Zlituj się nad duszą moją, jeśli ją mam, nad sumieniem moim, które sama „delikatnym” nazwałaś, nie przykuwaj losu swoich kuracyjnych wakacyj do takiego niezdarnego, nieszczęsnego, wiecznie niegotowego stworzenia. O ile się da tylko, napraw złe, które już zrobiłam.
Po tej modlitwie, muszę ci powiedzieć, jak chciałam św. Wandę obchodzić. O samej północy, kiedy się to paproci szuka, miałam pisać do ciebie — i wyraźnie czułam potrzebę jasno ci wytłumaczyć, dlaczego ty jesteś dla mnie „znalezionym” kwiateczkiem paproci. Aż tu od rana samego, jak mię zacznie głowa boleć, ale co się zowie boleć, z towarzyszeniem mdłości i niedołęstwa, tak mię blisko przez całe dwie doby bolała. Dlatego jedynie dotychczas się nie dowiedziałaś o swoich cudownych własnościach — i dlatego panu Grabowskiemu nie przesłałam na czas słowa najszczerszego — najserdeczniejszego życzenia — ale dzisiaj przesyłam — pamiętaj, żebyś wspomniała — przesyłam nade wszystko „zamówienie reumatyzmu” brakadabra vade retro — na bory na lasy. Mam jednak czasu dosyć, by o imieninach pana Władysława pamiętać: proszę to, jeśli nie koniecznie jemu, to przynajmniej Mani powiedzieć. A niech mi zdrowa będzie koniecznie i syna niech sama osądzi czy ładny? Uściskaj ją — nade wszystko chciej wierzyć, że Julcię sama niezadługo uściskam. Choć takim jesteś Tomaszem nieufnym, jednak powiadam ci, że schwycę w dłoń piasku jeśli zechcesz, — a jakiej zechcesz wezwę potęgi — zaklnę się na nią przy księżyca blasku, o ile księżyc będzie świecił — i niezawodnie lepiej od Strzelca dochowam przysięgi, a za tobą co najprędzej podążę...
Myślę sobie, o czym wy z Lasią będziecie gawędziły?
CXXXVIII
[Kraków 1869]
Wando, rozłączaj się z jeszcze jednym fotografem305 Julii, bo pani Róża przyjechała i despotycznie się o swoją własność upomina. A czy wiesz, jakie rosną projekta? — może zwiedzimy Ojców — tylko źle robię, że się chwalę zbyt wcześnie, bo niech tylko szatan podsłucha, to gotów jaką kłodę w poprzek kolei położyć.
CXXXIX
3 września 1869, Dębowa Góra
Po twoim wyjeździe znowu zaszła zmiana w ułożonych projektach. Miałam, jako wiesz, wracać do domu w sobotę lub niedzielę; tymczasem przeniosłam się do Pani Dobrow[olskiej]. Bardzo szczerze i serdecznie domagała się tego, a ponieważ na wszelką odmowę zapytywała ciągle: co mam tak pilnego do roboty, żeby wracać koniecznie? ja, co rzeczywiście nigdy nic w życiu pilnego do roboty nie miałam i żadnej przyczyny „koniecznej” do wyjazdu lub powrotu pewnie nigdy też w życiu mieć nie będę, musiałam ze wstydem przyznać się do tego — i, co za tym idzie, przyjąć zaproszenie. W niedzielę wieczorem byłam jeszcze z Matyldą jakiś czas w Strzeleckim ogrodzie306, lecz potem, w towarzystwie Rózi i ojca pana Marcelego poszłam na proszoną herbatę do pani Dunin. Gdybyś ją widziała tak cicho a wdzięcznie po amerykańsku gospodarującą, podobałaby ci się jeszcze więcej niż na sympatię może. Szyszkowskich nie było z powodu różnych niedoniesionych zaprosin i nie rozgmatwanych zawikłań; była natomiast owa piękna p. Jadwiga Straszewska, z którą się przy obrazie znajomość zrobiło, i pani Witowska, z którą się od twego wspomnienia znajomość zawiązała. Do tego stopnia przyjęłam z tobą solidarność, że ją za chybioną przez ciebie schadzkę przepraszałam. O naszym Cicerone niezrównanym byłabym chciała pieśń wdzięczności jej przekazać — ale pieśń bez rymów się ułożyła. Potem admiruj trafność — choć w części twoja wina, że mię bliżej z osobistością i szczegółami biograficznymi nie obeznałaś — cały wieczór dyskusję prowadziłam o duchach i stolikach wirujących. W poniedziałek musiałam asystować przy ostatecznych Matyldy z p. Felicją układach, a nie było mi to przyjemnie — było nawet trojako przykre. Wieczorem pani Dobr[owolska] wcześnie mię spać wyprawiła, lecz to nic nie pomogło, bo już przywykłam koło drugiej zasypiać, a o 5-tej się budzić. We wtorek — surpryza! siostrzenice przyjechały. Nie chodziłyśmy razem, bo one co prędzej na Wawel — a ja z pożegnaniami drugi raz — więc mi nie dowierzano — ja taki wyjechałam nazajutrz, tj. 1-go t.m. Przez cały drugi wypoczywałam i żegnałam się z Gałecką do Lublina; a dziś sprawozdanie pospieszne przesyłam dla uspokojenia cię, że, pomimo wszelkich wypadków i grożących niebezpieczeństw, cało i szczęśliwie na miejscu stanęłam. Nie udusili mię przy rewizji drobnych torebek, nie udusili przy odbieraniu paszportu, ale że nie zostałam na granicy dzień cały zdzierstwa tamtejszego oberżysty ofiarą, to jedynie panu Klu... zawdzięczam; że się z pośpiechu przy wskakiwaniu do wagonów nie rozchorowałam, to zawdzięczam niespożytej trwałości mego zdrowia, a moje siostrzenice chyba równie szczęśliwy rezultat młodszym latom będą winne. Gdyby nie te emocje przepychania się i pośpiechu, wszystko by szło jak z płatka. Żałowałam... No, teraz na nic żale się nie zdadzą, tym bardziej gdy jest tyle innych ważniejszych rzeczy do żałowania. Powiedz jednak Julci, że choćby mi jeszcze gorętsze niespokojności przechodzić było trzeba, niż o tę zamkniętą kasę z biletami, zostawione na opiece urzędników kufry itp., choćby mi jeszcze prędzej biegnąć do wagonu wypadło, nigdy bym pobytu mego w Ludzimierzu nie żałowała. Są to moje najpogodniejsze tygodnie. Spodziewam się, że ci więcej pisać nie potrzebuję i sama z siebie domyślisz się, jak ci wypadnie w tym sensie Julcię uściskać, pana Adolfa pozdrowić, Włodzia i Kazia na moje wspomnienie popieścić i księdzu proboszczowi proszę kłaniać. A kiedy odpiszesz?