Przecież... przecież... O przekleństwo!

O szyderstwo! o męczeństwo!

Taką rozkosz, szczęście śnić —

A być głupim — dzieckiem być!...

Toć ja nawet nie umiałem

Nazwać tego, a szalałem;

Łzy po twarzy nieraz ciekły,

Nieraz palce gryzłem wściekły,

O mur głowę rozbijałem,

Albo ręce wyciągałem,