Od rana kontrola. Jestem blada i drżąca. Koniec. Córka tatusia, żona Jurka, popełniła... Przecież gdy czytałam kiedyś o takich przestępcach w gazecie, myślałam o oszustach z pogardą i obrzydzeniem, a teraz ja sama... Demoralizujemy się wszyscy, sprawiają to nasze warunki, to wina naszych ciemiężycieli, którzy chcą nas zniszczyć fizycznie i moralnie.

Kontrola trwa od rana. Przychodzi kolej na mnie.

— Ile pani bierze kart dla siebie? — pyta jeden z kontrolerów, mały siwy staruszek, adwokat.

— Cztery — jąkam się.

— Cztery? — podnosi wysoko brwi.

— Tak! — mówię i spuszczam oczy.

Następuje dokładna kontrola, a po kilku godzinach żegnają się ze mną serdecznie.

Chcę pytać o moje cztery karty, ale nie śmiem.

W kilka dni potem woła mnie naczelnik.

— Przyznano pani półoficjalnie 12 kart żywnościowych miesięcznie!