Wiecznie czczą to źródło święte,

Gdzie z mej duszy więzy zdjęte...

Spłynął sen o smutku z falą.

Zatopił się tak w śpiewie, że nie widział, co się działo dokoła niego. Obejrzał się wreszcie. Blisko pod skałą stała młoda dziewczyna. Pozdrowiła go uprzejmie, jak dobrego znajomego i zachęciła, by udał się z nią do domu, gdzie się wieczerzą pokrzepi. Zdała mu się znajoma333. Nim odeszli, podeszła ku drzewu, spojrzała z niewysłowionym uśmiechem w górę i wysypała mnóstwo róż z fartuszka na trawę. Uklękła na chwilę, podniosła się jednak szybko i poszli oboje.

— Kto ci mówił o mnie? — spytał pielgrzym.

— Matka nasza.

— Kto jest twą matką?

— Najświętsza Panna.

— Od dawna tu mieszkasz?

— Od chwili zmartwychpowstania.