Ponad równią, kędy bój zażarty.
Dalej, dalej, tam gdzie tyran podły
Gnębi, kala Przenajświętszy Grób...
Wnet zwycięstwo dziękczynienia modły
Zwieńczą, wielki, sławny weźmiem łup!
Panowanie Saracenów skona...
Bóg — moc nasza, Dziewica — obrona!
Henryk miał pełną duszę tego śpiewu. Grób Święty zjawił mu się w bladej, szlachetnej, młodzieńczej postaci, siedzącej na wielkim kamieniu pośrodku ogromnego tłumu, i bezczeszczonej przezeń w najstraszniejszy sposób. Wznosiła od czasu do czasu oczy na krzyż, co lśnił poza nią, jakby ze światła dwu pasm utkany i odbity tysiąckrotnie w każdej z fal wzburzonego morza, co kotłowało się u jego stóp.
W tej chwili właśnie matka przysłała po niego, by przyszedł przedstawić się pani domu. Rycerze tak byli zatopieni w uczcie i rozważaniu planu mającej nastąpić wyprawy, że nie spostrzegli wcale oddalenia się Henryka. Poszedł i zastał matkę w poufałej rozmowie z żoną rycerza117. Powitanie było serdeczne. Tymczasem zapadał z wolna wieczór. Słońce zstąpiło na szczyty gór. Henryk poprosił o pozwolenie wyjścia na świat118. Tęsknił do samotności, wabiła go dal, a przez wąskie, gotyckie okna zamku bardzo niewiele widać było. Wybiegł podniecony. Spojrzał naprzód z wysokości skały, na której tkwiło zamczysko, w zalesioną dolinę. Pędził dołem potok, obracając kilka młynów, ale klekot ich zgłuszony szumem wody zaledwie dosłyszalny był w górze. Poza doliną rozciągała się niezmierna dal gór, lasów, płaskowzgórzy. Z wolna spokój zstępował mu do duszy. Wojowniczy zgiełk zatracał się, kędyś rozpływał, a pozostała tylko tęsknota czysta, jasna, pełna zjaw i obrazów. Czuł, że mu brak lutni, chociaż nie wiedział nawet119, jak wygląda to muzyczne narzędzie120 i jakie wydaje dźwięki. Cudny wieczór kołysał go w słodkie rozmarzenie. Kwiat błękitny jego serca przebłyskiwał chwilami jak zorza cicha, kędyś za górami, za chmurami jaśniejąca.
Przedzierał się przez zarośla i wychodził na omszone głazy. Naraz doleciał jego uszu śpiew. Dochodził z pobliskiego parowu. Był delikatny, ale wyraźny. Śpiewała kobieta, towarzysząc sobie dźwiękami lutni. Tak, był pewny, że to dźwięki lutni. Stanął w zachwyceniu i słuchał śpiewu w złym niemieckim języku121 nuconego.