Symbionty mogły pozwolić sobie na nie naruszanie tych muzealnych eksponatów, jako że dysponowały wieloma układami planetarnymi. Poza tym, dzięki wysoce rozwiniętym naukom fizycznym i mocy subatomowej, były w stanie budować w kosmosie sztuczne planety stanowiące permanentne habitaty. Najstarsze i najmniejsze spośród tych wielkich, próżnych w środku globów zbudowanych ze sztucznych nadmetali i sztucznego przezroczystego diamentu nie były większe niż mała asteroida, a największe przewyższały rozmiarami Ziemię. Były pozbawione zewnętrznej atmosfery, jako że ich masa zwykle była zbyt niewielka, by zapobiec ucieczce gazów. Przed meteorami i promieniowaniem kosmicznym chroniła je warstwa siły odpychającej. Zewnętrzna powierzchnia planety, w pełni przezroczysta, zawierała w sobie atmosferę. Zaraz pod nią wisiały stacje fotosyntezy z maszynami generującymi moc z promieniowania słonecznego. Część zewnętrznej warstwy zajmowały obserwatoria astronomiczne, maszyny kontrolujące orbitę planety i wielkie „doki” dla statków międzyplanetarnych. Wnętrze tych światów stanowiło system koncentrycznych sfer opierających się na dźwigarach i ogromnych łukach. Między sferami mieściły się maszyny regulujące atmosferę, wielkie rezerwuary wodne, fabryki pożywienia i innych towarów, zakłady przemysłowe, systemy przetwarzania odpadów, obszary mieszkalne i rekreacyjne oraz mnóstwo laboratoriów badawczych i centrów kulturowych. Jako że rasa symbiontów pierwotnie mieszkała w morzach, istniał tam centralny ocean, gdzie znacznie zmodyfikowani, fizycznie niemrawi, ale atletyczni umysłowo potomkowie pierwotnych ichtioidów składali się na najważniejsze „połączenia nerwowe” inteligentnego świata. Tam, jak w pierwotnym oceanie na ojczystej planecie, symbiotyczni partnerzy towarzyszyli sobie nawzajem i wychowywano młode obu gatunków. Rasy subgalaktyki, które nie pochodziły pierwotnie z oceanów, konstruowały oczywiście sztuczne planety dostosowane do ich natury. Wszystkie one jednak musiały także drastycznie dostosować samą swą naturę do nowych warunków.

W miarę upływu eonów, zbudowano setki tysięcy takich światów, coraz większych i bardziej złożonych. Wiele gwiazd bez naturalnych planet zaczynały otaczać koncentryczne pierścienie sztucznych światów. W niektórych przypadkach wewnętrzne pierścienie zawierały dziesiątki czy setki, a zewnętrzne tysiące globów przystosowanych do życia w konkretnej odległości od słońca. Wielka różnorodność, zarówno fizyczna, jak i mentalna, odróżniała nawet światy w tym samym pierścieniu. Czasami względnie stary świat czy nawet cały ich pierścień przewyższały w zdolnościach umysłowych nowe światy i rasy, których struktura fizyczna i biologiczna ulegała coraz to kolejnym ulepszeniom. Wówczas taki przestarzały świat albo kontynuował życie na peryferiach cywilizacji, tolerowany, kochany i badany przez młodsze, albo wybierał śmierć i oddanie materiałów swej planety na potrzeby nowych konstrukcji.

Jedynie bardzo małe, dość rzadkie sztuczne światy składały się niemal w całości z wody, jak gigantyczne akwaria. Pod przezroczystą skorupą, pokrytą maszynerią rakietową i międzyplanetarnymi dokami, mieścił się sferyczny ocean, przecinany dźwigarami podpierającymi konstrukcję i wciąż utleniany. Niewielki, twardy rdzeń stanowił dno oceanu. Populacja ichtioidów i odwiedzających je arachnoidów gromadziła się tam w wielkich rojach. Każdy ichtioid był odwiedzany przez kilkunastu partnerów, pracujących na co dzień na innych światach. Życie tych ichtioidów było dość dziwne, bo jednocześnie były uwięzione i wolne od ograniczeń przestrzeni. Ichtioid nigdy nie opuszczał ojczystego oceanu, ale nawiązywał kontakt telepatyczny z całą symbiotyczną rasą w subgalaktyce. Poza tym, jedyną formą praktycznej działalności uprawianą przez ichtioidy była astronomia. Tuż pod szklistą skorupą planety wisiały obserwatoria, w których pływający astronomowie badali budowę gwiazd i rozkład galaktyk.

Owe „światy-akwaria” okazały się być czymś przejściowym. Niedługo przed erą szalonych imperiów symbionty zaczęły eksperymentować z produkcją światów składających się z jednego fizycznego organizmu. Po wiekach eksperymentów stworzyły typ akwariowych światów, w których cały ocean zamieszkiwała gęsta sieć bezpośrednio połączonych ze sobą nerwowo ichtioidów. Ta globalna, żywa, polipowata tkanka była stale połączona z maszynerią i obserwatoriami sztucznej planety. W ten sposób stanowiła ona w pełni organiczny światoorganizm i jako że owa populacja ichtioidów łącznie składała się na wspólną mentalność, każdy z tych światów stanowił właściwie jedną myślącą jednostkę. Zachowano jednak jedno istotne łącze z przeszłością.Specjalnie zaadaptowane do nowej symbiozy arachnoidy przybywały ze swych odległych planet i pływały wśród podwodnych galerii, łącząc się z zakotwiczonymi partnerami.

Coraz więcej gwiazd tej gromady czy też subgalaktyki otaczały pierścienie światów i coraz więcej z nich było nowego, organicznego typu. Większość populacji stanowili potomkowie pierwotnych ichtioidów lub arachnoidów, ale byli też tacy, których naturalni przodkowie przypominali ludzi oraz tacy, którzy pochodzili od ptaków, owadów czy ludzi-roślin. Między tymi światami, między pierścieniami światów i między układami słonecznymi trwała stała łączność telepatyczna i fizyczna. Małe statki rakietowe regularnie krążyły po każdym z układów. Większe okręty i sztuczne planety podróżowały od układu do układu, eksplorując całą subgalaktykę, a nawet poprzez ocean próżni udawały się do głównej części galaktyki, gdzie miliony pozbawionych planet gwiazd czekały na otoczenie przez pierścienie światów.

Co dziwne, triumfalny rozwój cywilizacji materialnej i kolonizacji spowolnił wówczas i w końcu ustał. Fizyczne kontakty między światami subgalaktyki utrzymano, ale ich nie zwiększano. Porzucono fizyczną eksplorację skrajów galaktycznego „kontynentu”. Wewnątrz samej subgalaktyki nie budowano już nowych światów. Kontynuowano działalność przemysłową, ale w spowolnionym tempie i nie zwiększano już standardu materialnych wygód. Zwyczaje zaczęły coraz mniej zależeć od mechanicznych pomocy. Wśród symbiotycznych światów populacja arachnoidów zmniejszyła się; ichtioidy żyły w swych oceanicznych komórkach w permanentnym stanie koncentracji umysłowej, którą dzieliły się telepatycznie z partnerami.

To wówczas właśnie całkowicie porzucono kontakt telepatyczny między zaawansowaną subgalaktyką i garstką przebudzonych światów na galaktycznym „kontynencie”. We wcześniejszych epokach komunikacja była coraz rzadsza. Subgalaktycy tak bardzo przewyższyli w rozwoju sąsiadów, że ich zainteresowanie tymi pierwotnymi ludami stało się wyłącznie archeologiczne i stopniowo ustawało na rzecz fascynującego życia we własnej wspólnocie światów i telepatycznej eksploracji odległych galaktyk.

Dla nas, gromady odkrywców, desperacko starających się utrzymać kontakt między naszym wspólnym umysłem a nieporównanie bardziej rozwiniętymi umysłami tych światów, najbardziej imponująca działalność mieszkańców subgalaktyki stała się niedostępna. Obserwowaliśmy jedynie stagnację co bardziej oczywistych działań fizycznych i umysłowych tych układów planet. Wydawało się początkowo, że stagnacja ta wynikać musi z jakiejś ukrytej wady leżącej w ich naturze. Czyżby stanowiła ona pierwszy etap nieodwracalnego upadku?

Później jednak zaczęliśmy odkrywać, że ta pozorna stagnacja stanowiła objaw nie śmierci, ale bardziej dynamicznego życia. Uwaga przestała skupiać się na rozwoju materialnym po prostu dlatego, że otwarto nowe sfery odkryć mentalnych i rozwoju umysłowego. Ta wielka wspólnota światów, której członkami były tysiące światoumysłów, konsumowała owoce długiej fazy fizycznego postępu i była obecnie zdolna do nowych, niespodziewanych działań psychicznych. Z początku natura tych działań była przed nami w zupełności skryta. Z czasem jednak nauczyliśmy się, jak pozyskać choć odrobinę wglądu w sprawy, które tak je fascynowały. Wyglądało na to, ze zajmują się częściowo telepatyczną eksploracją wielkiej rzeszy dziesięciu milionów galaktyk, częściowo dzięki technice dyscypliny duchowej, poprzez którą z większą wnikliwością rozumiały naturę kosmosu i zyskały ogromny potencjał twórczy. Jak się dowiedzieliśmy, było to możliwe dzięki temu, że ta doskonała wspólnota światów budziła się ku wyższej płaszczyźnie istnienia, jako jeden wspólny umysł, którego ciało stanowiła cała subgalaktyka światów. Choć nie mogliśmy brać udziału w życiu tej podniosłej istoty, domyślaliśmy się, że jego pasja przypominać mogła nieco pragnienie najszlachetniejszych z przedstawicieli naszego ludzkiego gatunku by „stanąć twarzą w twarz z Bogiem”. Ta nowa istota pragnęła uzyskać wnikliwość i śmiałość wystarczającą, by wytrzymać bezpośrednią wizję źródła wszelkiego światła, życia i miłości. Cała populacja światów brała udział w długim, mistycznym doświadczeniu.

5. Tragedia dewiantów