Ale własna nieświadoma substancja twórczego Sprawcy Gwiazd nie była niczym innym, jak tylko samym wiecznym duchem, Sprawcą Gwiazd w jego wiecznym i doskonałym aspekcie. Dlatego też, w swych niedojrzałych fazach, gdy tylko wyodrębniał z własnych trzewi surową substancję kosmosu, substancja ta okazywała się być nie bezkształtna, ale bogata w określone potencjały, logiczne, fizyczne, biologiczne i psychologiczne. Te potencjały czasami opierały się świadomej celowości młodego Sprawcy Gwiazd. Nie zawsze potrafił je wszystkie uwzględnić, nie mówiąc o ich spełnieniu. Zdawało mi się, że ta idiosynkrazja samego tworzywa często niweczyła jego plan, ale także sugerowała raz po raz bardziej żyzne koncepcje. Zgodnie z moim mitem Sprawca Gwiazd wielokrotnie uczył się na swych dziełach i je przerastał, a następnie pragnął pracować nad szerzej zakrojonym planem. Odstawiał na bok jeden ukończony kosmos po drugim i wydobywał z siebie kolejne stworzenie.

We wczesnej części mojego snu wielokrotnie ogarniały mnie wątpliwości, co Sprawca Gwiazd próbował osiągnąć w swej twórczości. Pozostało mi uznać, że jego cel początkowo nie był jednoznacznie określony. Sam ewidentnie musiał odkryć go stopniowo i często, jak mi się zdawało, jego praca była zaledwie próbą, niedążącą w jednoznacznym kierunku. Ale osiągnąwszy dojrzałość, chciał już tworzyć jak najpełniej, wykorzystywać cały potencjał tworzywa, powoływać do życia dzieła o coraz większej subtelności i coraz większej harmonijnej różnorodności. W miarę jak jego cel stawał się jaśniejszy, zdawało się, że zawiera w sobie wolę tworzenia wszechświatów, z których każdy zawierać miał jakieś wyjątkowe osiągnięcie świadomości i ekspresji. Wyżyny percepcji i woli osiągnięte przez stworzenie najwyraźniej stanowiły narzędzie, dzięki któremu sam Sprawca Gwiazd, kosmos po kosmosie, osiągał coraz przenikliwszą przytomność ducha.

W taki oto sposób, dzięki kolejnym tworom, Sprawca Gwiazd przemierzał kolejne etapy progresji od dziecięcej ku dojrzałej boskości.

Tak właśnie ostatecznie stał się tym, czym z wiecznego punktu widzenia był już na początku, podstawą i ukoronowaniem wszystkiego.

W typowy dla snów irracjonalny sposób ten sen-mit, który pojawił się w moim umyśle, przedstawiał wiecznego ducha jako jednocześnie przyczynę, jak i skutek nieskończonej rzeszy skończonych istnień. W jakiś nieczytelny sposób wszystko, co skończone, choć stanowiło w pewnym sensie wyobrażenia absolutnego ducha, było także kluczowe dla samej egzystencji absolutnego ducha. Nie miał żadnego istnienia poza tym. Ale czy ta niejasna relacja przedstawiała jakąś ważną prawdę, czy jedynie trywialną, senną fikcję, nie jestem w stanie powiedzieć.

XV. Sprawca i jego dzieła

1. Niedojrzałe tworzenie

Według fantastycznego mitu czy też snu wywołanego w moim umyśle po najwyższym momencie doświadczenia — ten konkretny kosmos, który zacząłem uważać za „siebie”, mieści się gdzieś ani wcześnie, ani późno w szerokim ciągu dzieł. Zdawał się w pewnych kwestiach stanowić pierwszy dojrzały twór Sprawcy Gwiazd, ale w porównaniu z późniejszymi jego duch był wciąż młodzieńczy.

Choć wczesne twory wyrażają naturę Sprawcy Gwiazd jedynie w jego niedojrzałej fazie, większość z nich w ważnych aspektach pozostaje oddalonych od ludzkiej myśli na tyle, że nie jestem teraz w stanie ich przywołać. Pozostawiły mi po sobie jedynie niewyraźne poczucie wielości i różnorodności dzieł Sprawcy Gwiazd. Mimo wszystko jednak pozostało mi parę czytelnych dla człowieka śladów i muszę je tu opisać.

W prymitywnym medium moich snów pierwszy ze wszystkich kosmosów pojawił się jako coś zaskakująco prostego. Nowo narodzony Sprawca Gwiazd, którego drażniła, jak mi się zdawało, jego niewyrażona moc, sformułował i wyłonił z siebie dwie cechy. Z nich jedynie stworzył swoją pierwszą kosmiczną zabawkę, czasowy rytm, jak gdyby dźwięku i ciszy. Tę prostą perkusję, zapowiedź tysiąca dzieł, rozwinął z dziecięcym, lecz boskim zapałem niby migoczący tatuaż, zmienną złożoność rytmu. Następnie, poprzez kontemplację prostej formy swojego stworzenia, znalazł możliwość bardziej subtelnej kreacji. Tak oto pierwsze z dzieł wywołało w jego twórcy potrzebę, której nigdy nie był w stanie zaspokoić. Młody Sprawca Gwiazd doprowadził więc swój pierwszy kosmos do końca. Spoglądając na niego z zewnątrz kosmicznego czasu, który wytworzył, widział cały jego rozwój jednocześnie. A gdy po cichu ocenił swoją pracę, skierował swoją uwagę ku kolejnej.