A mężczyźni!

Wszyscy ci schodes mają chód i ruchy pospolite; dziwnie wyglądają przy swoich żonach. Niejeden z nich bije w oczy niemiecczyzną, żuje gałki tytoniu... Uderzają ręka w rękę na znak przyjaźni, odwijają rękawy dla powitania się.

Taniec w Ameryce jest twardą gimnastyką; dawny kadryl jest tylko w użyciu, ten kadryl, tak żałowany przez naszych ojców, którzy utrzymywali, że jest on weselszy i piękniejszy niż nowy kontredans.

Będąc dzieckiem, miałam metra36 tańca, który ucząc mnie teraźniejszych tańców, mówił często:

— Za moich czasów tańczono, dziś się tylko chodzi; za moich czasów potrzebna była gracja, giętkość, teraz zaś dobry tancerz powinien mieć minę poważną i sztywną. Dziś trzeba wydać się znudzonym przy zabawie. My zaś bawiliśmy się wesoło, co było naturalniejsze.

Kiedy wpadł na ten przedmiot, ożywiał się i zaczynał wykręcać piruety lub pas de Zephyr37.

Amerykanie nie chodzą, ale skaczą kontredansa. Nad walca i polkę przekładają germana. Taniec ten podobny jest do polki „skakanej” i mazurki „suwanej;” jest to rażąca mieszanina, a pary tancerzy podobne są do figurek klejonych z papieru, które się ciągnie za nitkę.

We Francji, jak w całej Europie, panny młode chodzą na bal, ale zachowują się skromnie, przyzwoicie. Ustępują miejsca zaszczytniejszego mężatkom, osobom w wieku szczególniej.

W Ameryce wszystko się dzieje inaczej.

Jeżeli pani domu ma córkę, to ta czyni honory domu; jest uprzejma, uprzedzająca dla panien, matkom ich zaledwie się ukłoni, nie troszczy się dla nich o miejsce, uważa je po prostu za osoby do towarzystwa przydane.