Kobiety, dziewczęta, dzieci, mężczyźni, starcy — wszystko to leży razem, poruszane robactwem, bez wstydu, skromności i obyczajności.

Bydlęcość tylko pozostała w tych biednych pariach41, bystrość rozumu zgasła, twarze ich szpetne, oczy bez życia, ponure.

We wszystkich izbach tego domu znajdujesz pięćdziesiąt lub sześćdziesiąt tych nieszczęśliwych razem; młoda mężatka obchodzi tam swój miodowy miesiąc, bo ci ludzie żenią się czasami, tu znowu dziecię na świat przychodzi, a tam na kupie gałganów umiera kobieta.

Kiedy zwiedzałam tenement houses, było to w lecie, różne epidemie panowały w Nowym Jorku. Nie umiem wypowiedzieć, jakie tam było powietrze; myślałam, że się zaduszę. Są izdebki mające zaledwie jedno małe okienko, a w nich żyje, albo raczej kona trzydzieści osób.

Widziałam wielką salę, w której było pięćdziesiąt tapczanów na ziemi; na jednym z nich jakiś mężczyzna umierał w konwulsjach, przy nim dziewczynka trzynastoletnia, klęcząc, szlochała na głos; obok dwóch pijaków, wysączających butelkę lichego wina, wyśmiewało się z wykrzykiwań umierającego.

Kobiety, dziewczęta stały tam, obojętnie patrząc, co się działo około nich, jedna ogryzała kość, druga czesała się. Na innym barłogu kobieta jakaś łamała się w boleściach; nikt nie biegł jej z pomocą.

W izbie sąsiedniej pijatyka; mężczyźni i kobiety bili się o ostatni kieliszek ostatniej butelki whisky.

Widok to był rozdzierający. Nie widziałam nigdy i nie wierzyłam, żeby rodzaj ludzki mógł dojść do takiego spodlenia; a kiedy pomyślałam, że pomiędzy tymi bydlętami byli może ludzie rozumni, kobiety obdarzone wyższym uczuciem, to złorzeczyłam tej ohydnej nędzy, która staje się żywiołem poniżenia, znikczemnienia natury ludzkiej i która wyradza tyle występków, tyle podłych i brudnych namiętności.

Rzecz dziwna, ludzie tracący czas na wyszukiwanie narzędzi zniszczenia lub wystawianie pomników chwały swego kraju nie pomyślą przecież naprawdę nad sposobem wyrugowania głodu i nędzy ze świata.

Ten tylko naród, który mógłby wyrzec do innych narodów: „U mnie ani jeden człowiek nie umiera z głodu, nie drży z zimna”, ten tylko naród zaiste miałby prawo nazwać się wielkim oświeconym!