Wtem jednego razu zapakował on swoje manatki i rzekł:
— Czas już korzystać z naszej popularności i zamienić ją na złoto!
Jeździł więc odtąd z miasta do miasta, powtarzając swoją spowiedź i prosząc o przebaczenie. Wszędzie ciekawi byli dla niego z szacunkiem i obdarzali pieniędzmi. Po skończonej wyprawie wrócił do Nowego Jorku, a mając zebranych sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów, wystawił dom piękny, wygodny, w dobrym położeniu, wcale niepodobny do dawnej klitki.
Mówiono wtenczas:
— Pewno ten czcigodny człowiek założy tam dom dla sierot, ochronkę, może szpital.
Gdy go się pytano, przybierał skromną minkę i odpowiadał:
— Niechże go skończę, zrobię wam wszystkim niespodziankę, zobaczycie!
I nadszedł ten wielki dzień, dom stał ukończony, pięknie umeblowany, a John Allène umieścił w nim... czterdzieści dam kameliowych45 sprowadzonych z Paryża i prowadził dalej swoje niecne rzemiosło w ślicznym lokalu nabytym za odegraną komedię.
Wielu oburzało się na tę zdradę, na to zgorszenie, ale byli i tacy, co z uśmiechem zadowolenia odzywali się:
— Sprytny człowiek!