— Jedźże prędzej, ruszaj! — wołał co chwila na woźnicę.

Ten ostatni wzruszał tylko ramionami i jakby umyślnie wjeżdżał pomiędzy inne powozy i wlókł się za nimi powoli.

Przy pierwszym zwolnieniu nasz republikanin mruknął pod nosem:

— To bydlę, głupiec!

Po chwilce otwiera okno, pociąga woźnicę za płaszcz i krzyczy ze wszystkich sił:

— Gamoniu, bydlę! Nie mogłeś wziąć na lewo?

Ten schodzi z kozła, otwiera drzwiczki i mówi:

— Sam pan jesteś bydlęciem, proszę mi zapłacić dwa dolary i wysiąść z dorożki.

Było to na Broad Street, na jednej z najbrudniejszych ulic miasta, deszcz padał ulewny. Francuz nie chce ani płacić, ani wychodzić i krzyczy w gniewie:

— Rozkazuję ci jechać, i to jak najprędzej!