Woźnica daje znak policjantowi, który przybywa, a dowiedziawszy się, że ten gentleman ubliżył woźnicy, przyznał słuszność obejścia się temu ostatniemu.
Republikanin rad nierad musiał wysiąść i zapłacić za kurs.
Opowiadał potem z oburzeniem tę przygodę:
— Czy kto widział taki naród, takie prawa, żeby dorożkarz nie chciał jechać gdzie i jak mu każą! Żeby mógł wyrzucić z dorożki pasażera! Jakże tu żyć w takim kraju?
Wielu jest zaiste ludzi nazywających się republikanami we Francji, ale mało z nich rozumie znaczenie tego wyrazu.
Po większej części lubią wolność dla samych siebie, ale chętnie targają się na wolność drugich.
Wielu jest także demokratów, ale względem wyższych od siebie, dla niższych umieją pokazać się arystokratami.
W Ameryce nie tylko dorożkarze mają pretensję nazywać się gentlemanami, domagają się tego nawet służący.
Postępują oni ze swymi panami z zupełną śmiałością, bez ceremonii, mówią do nich z kapeluszem na głowie; jak powóz zatrzyma się w lesie na spacerze, to lokaj siada na stopniu od powozu z cygarem w ustach i rozmawia z państwem.
Posługacze w kawiarniach lub w hotelach à la quaker przybierają postawę ministrów; biada temu, kto by śmiał niegrzecznie, rozkazująco do nich przemówić.