Druga anegdotka, również autentyczna, da wyobrażenie o obraźliwości tych gentlemanów.

Jeden pan, był to znowu niestety Francuz, jadł obiad w hotelu Fifth Avenue; usługa licha w Ameryce; nasz jegomość niecierpliwi się, woła.

Posługacze gentlemani patrzą na niego z ukosa, wzruszają ramionami i nic sobie z niego nie robią.

Niecierpliwość gościa zamienia się w gniew, woła energiczniej, rozkazuje; ci zaś z najzimniejszą krwią odchodzą, nic nie odpowiedziawszy.

Siedziałam naprzeciwko niego.

— Czy pani widziała kiedyś takich ludzi? Odchodzą sobie!

— Niech pan będzie cierpliwy, powrócą — odpowiedziałam.

W samej rzeczy za parę minut właściciel hotelu wchodzi z posługaczami, którzy dumnie pokazują Francuza.

— Proszę pana iść za mną — rzekł utrzymujący hotel — znoszą już pańskie kufry i rachunek gotowy.

— Ale ja nie odjeżdżam, dlaczegóż znoszą moje rzeczy?