— Wydalam pana z hotelu!

Na to słowo jegomość zerwał się z zadziwieniem.

— Wydalasz pan!... Cóż to za żart?...

— To wcale nie żart, to zupełnie serio. Chodź pan prędko rozpoznawać kufry, bo nie mam czasu.

— Jakimże prawem mnie pan wypędzasz? Ja płacę za wszystko.

— Wydalamy pana za nieuszanowanie pracowników hotelowych — i wskazał na posługaczy.

— Jakich pracowników? garsonów51?... To niegodziwość, zaniosę skargę do ambasadora.

Na taką groźbę właściciel hotelu pogardliwie uśmiechnął się i rzekł:

— Dajże pan sobie pokój; zapominasz, że wielki naród amerykański nie przyjmuje rozkazów od urzędników Napoleona III52... Żaden ambasador w świecie nie zabroni mi wypędzić z domu ludzi źle wychowanych.

I kazał gościowi jeszcze raz iść śpiesznie za sobą, a potem wynieść się z hotelu.