Dla dokładnego zwiedzenia i zbadania stawałam kolejno w ich hotelach najsławniejszych i w dwóch boarding houses najokazalszych.
Wracam do opisu mojego pokoju.
Oprócz zapachu z kuchni pełno w nim robactwa wielkości orzecha, z długimi rożkami. Nie widziałam nigdy nic brzydszego, robaki te mają nadto odrażający zapach. Znajdywałam je w moich kufrach, spacerowały po łóżku, zaczepiały się o fałdy sukien. Kiedy je zobaczyłam po raz pierwszy, krzyknęłam przestraszona, gdyż ten owad, podobny do skorpiona, stonogi i konika polnego wydał mi się straszny i obrzydliwy. Zadzwoniłam, w kwadrans (zwykle przychodzą w pół godziny) posługacz raczył przybyć.
— Patrz no — powiedziałam — co za okropny robak spaceruje po moim pokoju!
— Dobrze — odpowiedział — przyślę pani gentlemana pokojowego, do mnie należą reklamacje biurowe.
— Ale proszę mi zabrać tego robaka.
Ten kłania mi się i powtarza:
— To do mnie nie należy, ja pani przyślę kogo innego.
I zamyka drzwi za sobą.
W pół godziny później przybywa na koniec sługa pokojowy. Robak ciągle chodził po dywanie; pokazuję mu go.