— Tak — powiedział mężczyzna — a imię bogatego brata brzmi: Kain.
A oczy królewicza wypełniły się łzami i pojechał dalej wśród pomruków tłumu. Młody paź przestraszył się i opuścił go.
A kiedy dotarł do wspaniałego portalu katedry, żołnierze opuścili halabardy i zawołali:
— Czego tutaj szukasz? Przez te drzwi może przejść jedynie król.
A twarz królewicza zapłonęła gniewem i powiedział:
— Ja jestem królem.
Gestem rozkazał im się odsunąć, a sam wszedł do środka. A gdy stary biskup zobaczył go przyodzianego w pasterski strój, wstał ze swego tronu i powiedział:
— Mój synu, czy to jest królewska szata? Jakąż koroną mam cię ukoronować i jakie berło mam włożyć ci w dłoń? To powinien być dzień wesela, a nie uniżenia.
— Czy radość powinna nosić to, co przygotowało nieszczęście? — zapytał królewicz. I opowiedział mu swe trzy sny.
A kiedy biskup je usłyszał, zmarszczył czoło i odparł: