Po chwili dręczącego milczenia nachylił się i powiedział z wielkim spokojem, ale śledząc wrażenie każdego słowa na twarzy tego, do którego się zwracał:
— Alanie, w zamkniętym pokoju na piętrze tego domu, w pokoju, do którego oprócz mnie nikt nie ma dostępu, siedzi za stołem trup mężczyzny. Skonał dopiero przed dziesięcioma godzinami. Nie zrywaj się i nie patrz na mnie w ten sposób. Nie obchodzi cię, kto to jest, dlaczego umarł i jak umarł. Jedyne, co masz uczynić, to...
— Przestań, Grayu. Nie chcę wiedzieć nic więcej. Czy mówisz prawdę, czy nieprawdę, nie obchodzi mnie to wcale. Całkowicie odmawiam współudziału w twych sprawach. Zachowaj swe okropne tajemnice dla samego siebie. Nie obchodzą mnie już wcale.
— Alanie, muszą cię obchodzić. Ta jedna sprawa musi cię obchodzić. Bardzo mi cię żal, Alanie. Sam nie dam sobie jednak rady. Jesteś jedynym człowiekiem, który zdoła mnie ocalić. Jestem zmuszony wciągnąć cię w tę sprawę. Nie mam wyboru. Alanie, jesteś uczonym. Znasz się na chemii i podobnych rzeczach. Robiłeś doświadczenia. Masz teraz unicestwić to ciało na górze, unicestwić je tak, aby nie pozostał po nim żaden ślad. Nikt nie wie, że ta osoba weszła do domu. W obecnej chwili wszyscy sądzą, że jest w Paryżu. W ciągu miesięcy nikt jej nie będzie poszukiwał. Gdy zaczną jej poszukiwać, nie będzie tu po niej ani śladu. Ty, Alanie, musisz ją i wszystko, co do niej należało, zamienić w garść popiołu, którą rozproszę w powietrzu.
— Oszalałeś, Dorianie.
— Och, czekałem, byś nazwał mnie Dorianem.
— Mówię ci, że oszalałeś, oszalałeś, sądząc, że ruszę bodaj palcem, aby ci pomóc, oszalałeś, czyniąc mi to potworne wyznanie. Nic nie chcę mieć z tym do czynienia, cokolwiek to jest. Czy przypuszczasz, że dla ciebie narażę swą dobrą sławę? Co mnie obchodzi, co za szatańskie dzieło masz na górze?
— To samobójstwo, Alanie.
— Dobrze. Ale kto go do tego popchnął? Wyobrażam sobie, że ty.
— Więc wciąż odmawiasz mi pomocy?