— Jestem zanadto oberwany — odparł, marszcząc brwi. — Do parku chodzą tylko eleganci.
— Głupstwo, Jakubie! — prosiła, gładząc go po ubraniu.
Wahał się przez chwilę.
— Dobrze — rzekł w końcu — ale nie ubieraj się za długo.
Tańcząc, wybiegła z pokoju. Słychać było jej śpiew, gdy wbiegała na górę. Jej małe stopy stukały o schody.
Dwa lub trzy razy przeszedł się po pokoju, po czym zwrócił się do cichej postaci w fotelu.
— Matko, czy moje rzeczy gotowe? — zapytał.
— Wszystko gotowe, Jakubie — odparła, chowając oczy w robotę. Od kilku miesięcy krępowało ją pozostawanie sam na sam z szorstkim i ostrym synem. Jego wzrok niepokoił jej płytką, a jednak skrytą naturę. Zastanawiała się, czy on czegoś nie podejrzewa. Milczenie, bo nic więcej nie mówił, wydawało się jej nieznośne. Poczęła się użalać. Kobiety bronią się, nacierając, jak nacierają, poddając się nagle i nieoczekiwanie. — Spodziewam się, Jakubie, że będziesz zadowolony z życia na morzu — rzekła. — Nie zapominaj, że sam je sobie wybrałeś. Mógłbyś był dostać zajęcie u adwokata. Adwokaci są zawodem bardzo poważanym i na prowincji często bywają przyjmowani w najlepszych domach.
— Nienawidzę urzędów i nienawidzę urzędników — odparł. — Ale masz zupełną słuszność. Sam wybrałem sobie życie. Wszystko, co chcę ci powiedzieć, to abyś strzegła Sybilli. Nie pozwól skrzywdzić jej. Matko, strzeż jej.
— Jakubie, doprawdy, mówisz bardzo dziwnie. Oczywiście, że strzegę Sybilli.