— Słyszałem, że jakiś pan codziennie jest w teatrze, przychodzi do niej i rozmawia z nią. Czy to prawda? Co to znaczy?

— Jakubie, mówisz o rzeczach, których nie rozumiesz. W naszym zawodzie przywykłyśmy przyjmować dowody uznania. W swoim czasie i ja otrzymałam niejeden bukiet. Było to wtedy, kiedy naprawdę rozumiano się na teatrze. Co do Sybilli, to na razie nie wiem, czy jej przywiązanie jest poważne. Nie ulega jednak wątpliwości, że ów młody człowiek jest prawdziwym panem. Jest zawsze nadzwyczaj dla mnie uprzejmy. Poza tym zdaje się być bardzo bogaty i przysyła bardzo ładne kwiaty.

— Nazwiska jego nie znasz — rzekł chłopak szorstko.

— Nie — odparła matka z wyrazem spokoju na twarzy. — Nie wyjawił jeszcze prawdziwego nazwiska. To bardzo romantycznie. Należy zapewne do arystokracji.

Jakub Vane przygryzł wargi.

— Strzeż Sybilli, matko! — zawołał. — Strzeż jej.

— Synu mój, nękasz mnie bardzo. Sybilla pozostaje zawsze pod moją troskliwą opieką. Oczywiście, jeżeli ten pan jest bogaty, nie widzę powodu, aby przeszkadzać ich związkowi. Najpewniej należy do arystokracji. W zupełności wygląda na to. Mogłoby to być dla Sybilli wspaniałe małżeństwo. Byłaby z nich cudowna para. Jest istotnie bardzo piękny; wszyscy to zauważyli.

Chłopak mruczał coś przez zęby, grubymi palcami bębniąc po szybie. Odwrócił się właśnie, aby powiedzieć coś, gdy otworzyły się drzwi i wbiegła Sybilla.

— Jacy poważni jesteście oboje! — zawołała. — Co się stało?

— Nic — odparł. — Czasami trzeba być poważnym. Do widzenia, matko, przyjdę o piątej na obiad. Oprócz koszul wszystko mam spakowane, nie potrzebujesz się więc niepokoić.