— Henryku, mówisz o śledztwie? Co masz przez to na myśli? Czy Sybilla?... Och, Henryku, ja tego nie zniosę! Bądź jednak zwięzły. Powiedz mi wszystko od razu.
— Nie mam wątpliwości, Dorianie, że to nie był przypadek, chociaż tak to należy przedstawić ogółowi. Zdaje się, iż gdy wychodziła z teatru razem z matką, coś około wpół do pierwszej, powiedziała, że czegoś zapomniała w garderobie. Czekano na nią pewien czas, ale nie wracała. Ostatecznie znaleziono ją martwą na podłodze garderoby. Napiła się przez pomyłkę jakiegoś z tych strasznych środków, używanych w teatrze. Nie wiem, co to było, ale zapewne coś z kwasem pruskim68 albo z octanem ołowiu. Przypuszczam, że raczej kwas pruski, gdyż zdaje się, że skonała natychmiast.
— Henryku, Henryku, to straszne! — zawołał młodzieniec.
— Tak, to oczywiście bardzo tragiczne, nie możesz jednak być w to zamieszany. Z „The Standard” dowiaduję się, że miała siedemnaście lat. Sądziłem, że była jeszcze młodsza. Wyglądała jak dziecko i wydawała się tak niewiele rozumieć na grze. Dorianie, nie bierz tego do serca. Chodź ze mną na obiad, a potem pójdziemy do opery. To wieczór Patti69 i wszyscy tam będą. Możesz pójść do loży mej siostry. Będzie z nią kilka ładnych kobiet.
— Więc zamordowałem Sybillę Vane — odezwał się Dorian Gray, na wpół do siebie — zamordowałem ją równie niewątpliwie, jak gdybym był poderżnął nożem jej drobne gardło. Róże nie są bynajmniej mniej piękne niż przedtem. Ptaki w mym ogrodzie śpiewają równie szczęśliwie. Dziś zaś wieczorem będę jadł z tobą obiad, później pójdę do Opery, a następnie, tak przypuszczam, będę gdzieś jadł kolację. Jakżeż życie jest nadzwyczajnie dramatyczne! Gdybym to wszystko czytał w książce, Henryku, zapewne płakałbym nad nią. Obecnie, gdy to zdarzyło się, i to mnie, wydaje mi się zbyt wzniosłe dla łez. Oto mój pierwszy namiętny list miłosny, jaki kiedykolwiek w mym życiu napisałem. Dziwne, że mój pierwszy namiętny list miłosny pisałem do zmarłej dziewczyny. Czy oni czują, owi biali, cisi ludzie, których nazywamy zmarłymi? Sybillo! Czy ona czuje, rozumie, słyszy? Ach, Henryku, jakżeż ją kochałem! Wydaje mi się, że to już lata minęły. Była mi wszystkim. Wtem przyszła ta straszna noc — czy rzeczywiście było to zaledwie wczoraj? — gdy grała tak źle i złamało się moje serce. Wyjaśniła mi wszystko. Było to strasznie patetyczne. Nie wzruszyło mnie to wcale. Uważałem ją za płytką. Nagle stało się coś, co mnie przestraszyło. Nie mogę ci powiedzieć co, ale było to okropne. Miałem wrócić do niej. Poczułem, że byłem niesprawiedliwy. A teraz ona nie żyje. Mój Boże! Mój Boże! Henryku, co mam robić? Ty nie znasz grożącego mi niebezpieczeństwa, przed którym nie ma żadnej ucieczki. Ona byłaby mnie ocaliła. Nie miała prawa się zabijać. To było samolubne.
— Mój drogi Dorianie — odparł lord Henryk, biorąc papierosa z papierośnicy i wyjmując złote pudełko z zapałkami — kobieta może odmienić mężczyznę tylko w ten jeden sposób, że go będzie dręczyła dopóty, aż mu całe życie obrzydnie. Gdybyś ożenił się z tą dziewczyną, byłbyś nieszczęśliwy. Oczywiście, byłbyś dla niej uprzejmy. Zawsze jesteśmy uprzejmi dla tych, co nas nie obchodzą. Ale zrozumiałaby niebawem, że jest ci bezwzględnie obojętna. A skoro tylko kobieta zauważy to u swego męża, zaczyna być strasznie zaniedbana lub nosi bardzo ładne kapelusze, za które płaci mąż jakiejś innej kobiety. Nic nie mówię o błędzie towarzyskim, który byłby okropny i do którego nie byłbym oczywiście dopuścił, ale zapewniam cię, że w każdym wypadku cała ta sprawa byłaby bezwzględnym nieporozumieniem.
— I ja tak sądzę — szeptał młodzieniec, strasznie blady, chodząc po pokoju tam i z powrotem. — Uważałem to jednak za swój obowiązek. Nie moja wina, że ta straszna tragedia nie pozwoliła mi postąpić, jak należało. Przypominam sobie, co kiedyś powiedziałem, że nad wszystkimi dobrymi postanowieniami unosi się fatum: zawsze bywają powzięte za późno. Ze mną było tak na pewno.
— Dobre postanowienia to bezcelowe wysiłki przezwyciężenia praw naukowych. Ich źródłem jest czysta próżność. Ich wynikiem jest bezwzględne nic. Niekiedy dostarczają nam owych rozkosznych, bezpłodnych wzruszeń, posiadających niejaki urok dla ludzi słabych. To wszystko, co można o nich powiedzieć. Są to po prostu czeki wystawione na bank, w którym nie mamy rachunku.
— Henryku — zawołał Dorian Gray, podchodząc i siadając obok niego — dlaczego ja nie odczuwam tej tragedii tak, jakbym tego chciał? Nie przypuszczam, abym był bez serca. Jak sądzisz?
— Dorianie — odparł lord Henryk ze swym łagodnym, melancholijnym uśmiechem — w ostatni wieczór popełniłeś zbyt wiele szaleństw, aby mieć prawo do tego miana.