— Uparty jesteś — rzekli — powiesz je, albo będziesz heretykiem i pan Arnauld także: jesteśmy bowiem w większej liczbie, a jeśli będzie trzeba, sprowadzimy tylu franciszkanów, że przeważymy.

Opuściłem ich po tym ważkim argumencie, aby ci spisać to opowiadanie, z którego widzisz, że nie chodzi o żaden z następujących punktów i że nie potępiono ich ani z jednej, ani z drugiej strony.

I. Iż łaska nie jest dana wszystkim ludziom.

II. Iż wszyscy sprawiedliwi mają możność pełnienia przykazań bożych.

III. Iż potrzebują wszelako dla pełnienia ich, a nawet dla modlitwy, skutecznej łaski, która skłania ich wolę.

IV. Iż ta skuteczna łaska nie zawsze jest dana wszystkim sprawiedliwym i że zależy wyłącznie od miłosierdzia Boga.

Tak iż jedynie słowo „najbliższa” jest kwestią sporną, nie mając zarazem żadnego znaczenia.

Szczęśliwe ludy, które go nie znają. Szczęśliwi ci, którzy nie doczekali jego urodzenia! Nie widzę bowiem żadnego lekarstwa, o ile Panowie Akademicy nie wygnają mocą swej powagi z Sorbony tego barbarzyńskiego słowa, które sprawia tyle niesnasek. Inaczej cenzura zdaje się nieuchronna; ale jestem pewien, iż nie będzie miała innych skutków, prócz tego, iż poda Sorbonę we wzgardę tym postąpieniem, które odejmie jej powagę potrzebną w innych wypadkach.

Zostawiam ci wszelako swobodę oświadczenia się za słowem „najbliższa” lub nie; zanadto bowiem kocham bliźniego, aby go prześladować pod tym pozorem. Jeżeli to sprawozdanie przypadło ci do smaku, będę cię nadal powiadamiał o wszystkim, co się będzie działo. Kreślę się etc.

Drugi list pisany do mieszkańca prowincji przez jednego z przyjaciół