— Nie rozumiesz? — rzekł. — Nie widzisz, jakim zgorszeniem byłoby przyłapać mnicha w tym stanie w habicie zakonnym? Czy nie słyszałeś jak odpowiedziano na pierwszą bullę Contra sollicitantes? I w jaki sposób naszych dwudziestu czterech, również w rozdziale Szkoły naszego Towarzystwa, tłumaczy bullę Piusa V Contra clericos158 etc.
— Nie wiem nic o tym wszystkim — rzekłem.
— Nie czytujesz tedy Eskobara? — odparł.
— Mam go dopiero od wczoraj, a nawet trudno mi było go znaleźć. Nie wiem, co się takiego stało, ale od niedawna wszyscy go rozchwytują159.
— To co ci mówiłem jest na stronie 117. Zbadaj to sobie uważnie, znajdziesz tam piękną metodę dogodnego tłumaczenia bulli160.
Zbadałem w istocie jeszcze tego wieczoru; ale nie śmiem ci tego przytoczyć, jest to bowiem rzecz potworna161.
Tymczasem dobry ojciec mówił dalej:
— Pojmujesz teraz jasno, w jaki sposób można sobie dopomagać korzystnymi okolicznościami; ale bywają niekiedy orzeczenia tak ścisłe, że nie da się tą metodą pogodzić sprzeczności. W takich wypadkach mogłoby się wydawać, że istotnie zachodzi sprzeczność. Na przykład, trzej papieże orzekli, iż zakonnicy, którzy szczególnym ślubem zobowiązali się do życia kwadragezimalnego162, nie są odeń zwolnieni, choćby zostali biskupami. A wszelako Diana powiada, iż „mimo tego orzeczenia są zwolnieni”.
— I jakże on to godzi? — spytałem.
— Ba! — odparł ojciec, — Za pomocą najsubtelniejszej z nowych metod, najzmyślniejszego zastosowania nauki o prawdopodobieństwie. Wytłumaczę ci to: Przekonałeś się wczoraj, iż tak twierdząca, jak przecząca strona każdego mniemania ma, wedle sądu nowych doktorów, swoje prawdopodobieństwo, wystarczające, aby iść za nim ze spokojnym sumieniem. Nie znaczy to, aby obie były jednako prawdziwe: to jest niepodobieństwo; ale są prawdopodobne, a tym samym pewne.