— Ho, ho — rzekł ojciec — spoważniałeś jakoś.
— Wyznaję — rzekłem — iż to podejrzenie, że mógłbym chcieć drwić z rzeczy świętych, byłoby dla mnie równie bolesne, jak niesprawiedliwe.
— Nie myślałem tego serio — odparł ojciec — ale mówmy poważnie.
— Najchętniej, o ile tylko zechcesz, ojcze; to zależy od ciebie. Ale wyznaję, iż zdumiałem się, widząc, iż ojcowie wasi tak dalece troszczyli się o wszystkie stany, iż zechcieli nawet określić sprawiedliwy zysk znachorów.
— Niepodobna — rzekł ojciec — uwzględnić zbyt wielu osób, ani nazbyt różnicować wypadki, ani nadto powtarzać te rzeczy w rozmaitych księgach. Zrozumiesz to z tego ustępu jednego z naszych najpoważniejszych ojców: możesz osądzić jak poważnego, skoro jest dziś naszym ojcem prowincjałem. Jest to wielebny o. Cellot, w VIII ks. dzieła O Hierarchii, rozdz. XVI, § 2. „Człowiek” (powiada), „który niósł znaczną sumę pieniężną, aby ją restytuować na rozkaz spowiednika, zatrzymał się po drodze u księgarza i zapytał, czy nie ma czego nowego, num quid novi? Księgarz pokazał nowe dzieło z teologii moralnej. Przerzucając je niedbale i bez myśli, człowiek ów natrafił na wypadek, w którym się właśnie znajdował, i dowiedział się, iż nie jest obowiązany restytuować: tak iż zbywszy się skrupułu, a zachowawszy pieniądze, wrócił wielce rad do domu: Abjecta scrupuli sarcina, retento auri pondere, levior domum repetiit”.
I cóż, czy jeszcze będziesz wątpił o pożytku naszych zasad? Czy będziesz się z nich śmiał teraz? i czy nie wykrzykniesz raczej pobożnie, wraz z o. Cellot: „Tego rodzaju spotkania i przypadki są objawem Opatrzności Boga, opieki anioła stróża oraz szczęśliwego przeznaczenia tych, którym się trafiają. Bóg przez całą wieczność chciał, aby złoty łańcuch ich zbawienia zależał od tego właśnie autora, a nie od stu innych, którzy powiadają toż samo, a którzy nie wpadli mu w ręce. Gdyby ten właśnie pisarz nie pisał, człowiek ów nie byłby zbawiony. Zaklnijmy tedy na rany Chrystusowe tych, którzy ganią mnogość naszych autorów, aby nie zazdrościli im książek, które zyskał im wiekuisty wybór Boga oraz krew Jezusa Chrystusa”. Tymi pięknymi słowy mędrzec ów dowodzi niezbicie mniemania, które wyraził: „Jak bardzo użytecznym jest, aby była wielka liczba autorów piszących o teologii moralnej: Quam utile sit de theologia morali multos scribere”.
— Mój ojcze — rzekłem — odłożę na inny raz mój sąd o tym ustępie; obecnie powiem ci tylko tyle, iż skoro maksymy wasze są tak użyteczne i skoro tak ważnym jest je ogłosić, powinieneś nadal pouczać mnie o nich: uręczam ci bowiem, że ten, któremu je posyłam, pokazuje je wielu ludziom. Nie znaczy to, abyśmy mieli zamiar posługiwać się nimi; ale w istocie, sądzimy, iż pożytecznym będzie, aby świat je poznał.
— Toteż — rzekł — widzisz, że ci ich nie taję; w dalszym ciągu będę ci mógł pierwszy raz powiedzieć o słodyczach i dogodnościach życia, których dozwalają nasi ojcowie, aby uprzystępnić zbawienie i ułatwić pobożność. Przedstawiwszy ci to, co dotyczy poszczególnych stanów, pragnę, abyś poznał rzeczy ogólne dla wszystkich i aby w ten sposób nie brakło ci niczego do doskonałej wiedzy.
Po czym ojciec pożegnał mnie. Mam zaszczyt etc.