— Chcę ją zobaczyć! — rzekła. — Jestem pewna, że mnie pokocha, gdyż i ja ją już kocham. Ale nie pozostaniemy tam długo, gdyż ojciec mój nie przeżyłby dłuższego rozstania ze mną. Nie ma on w życiu żadnej innej radości. Prawda, że wrócisz ze mną potem do Bolonii?
Oczywiście wszystko obiecałem. Bicetta poweselała, coraz głośniej śmiała się, coraz częściej powtarzała, że kocha mnie z całego serca.
— Patrz — rzekła wreszcie — jak Nina tam z daleka krąży dokoła nas, a nie ma odwagi zbliżyć się. Biedaczka sądzi, że przeszkodziłaby nam... A czyż tego, co mamy sobie do powiedzenia, nie moglibyśmy śmiało powiedzieć wobec wszystkich ludzi na świecie?... Chodź, Nino! — krzyknęła. — Przedstawię ci mego przyszłego męża...
Nina podała mi rękę. Twarz jej płonęła.
— Spodziewam się — rzekła — że pan ocenia szczęście, jakie pana spotkało. Ale jeśli nie będzie szczęśliwa u pańskiego boku, biada panu!
Pogroziła mi paluszkiem, po czym roześmiała się głośno.
Papa Fabio był przez cały czas mego pobytu w ogrodzie niewidoczny.
Gdy się ściemniło, obie odprowadziły mnie do bramy.
Co za wieczór i co za noc! W mej gospodzie ludzie byli zapewne przekonani, że jestem niespełna rozumu. Przyszedłem z wielkim koszem świeżych kwiatów, który za mną niosła fioraia4; rozsypałem kwiaty po całym pokoju, na łóżku, stole, komodzie, podłodze; kazałem sobie przynieść wina; dałem talara skrzypkowi, który przygrywał przed domem. A potem zasnąłem przy otwartych oknach...
Dopiero nazajutrz uświadomiłem sobie, że niejedno jeszcze jest do przebycia, zanim wolno mi będzie posiąść tę, którą umiłowałem. Jak dostać się w dom jej ojca? Czy zyskam równie prędko jego zaufanie, jak zdobyłem sobie miłość córki?