Dziwne, że moja swada opuszcza mnie stale wobec tej skromnej, cichej, tak małomównej istoty! — prze­mknęło mi po głowie.

— Co pani tu czyta? — rzekłem po chwili. — Książkę z wypożyczalni? Chętnie służę pani moimi książ­kami... mam ich wiele w domu... także romanse...

— Nie mam czasu na czytanie romansów — rzekła spokojnie. — To jest francuska gramatyka.

— Uczy się pani języka francuskiego? Sama? Bez pomocy?

— Już nawet trochę mówię. Chciałabym ten język dobrze opanować.

Zajęła się nalewaniem wina z butelki.

— Panno Lotko — rzekłem po chwili — czy wol­no mi o coś zapytać?

I nie czekając wcale na jej zgodę, zapytałem:

— Czy czuje się pani szczęśliwa w tej sytuacji, w ja­kiej się pani tu znajduje?

Spojrzała na mnie swymi wielkimi oczami tak zdumiona, jak dziecko w bajce na ptaka, który nagle zaczyna mówić.