— Czy byłeś tam znowu?
— Tak — odpowiedziałem i zacząłem bardzo gorliwie przewracać kartki łacińskiego słownika.
— A co myślisz o niej... teraz?...
— Co myślę? Nie odgadłem jeszcze zagadki. O ile mi się zdaje jednak, nie jest to zwykła młoda dziewczyna, lecz coś w rodzaju rusałki, boginki... zimnokrwista istota... kto wie, czy dolna połowa jej ciała nie jest podobna do ryby... desinit in piscem37...
Zerwał się z fotela.
— Proszę cię, takie słowa!...
— Uspokój się, mój drogi! — rzekłem. — Nie sądź, że chcę ją oczernić. Że ta kobieta ma jakąś przeszłość, to pewne. Ale czy wina spada na nią? Możliwe, że było to jakieś nieszczęście, jakiś wielki ból albo jakaś wielka miłość...
— Sądzisz więc?...
Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym lęku.
— Jej spokój, jej oczy zasnute mgłą smutku — rzekłem — czyż nie dowodzą, że przeszła już piekło rozczarowania miłosnego? W jaki sposób biedaczka dostała się do tej dusznej jaskini, w której tylko muchy mogą się dobrze czuć, Bóg to raczy wiedzieć. My dwaj zapewne nie zdołamy jej stamtąd wyzwolić.