Ledwo te słowa wypowiedziałem, Bastel wybiegł te pokoju.

Niebawem i ja opuściłem mieszkanie. Nie miałem właściwie żadnego celu przed sobą; chciałem zażyć ru­chu i uspokoić w ten sposób podniecone nerwy.

Po godzinie wałęsania się po mieście znalazłem się niepostrzeżenie w pobliżu owej fatalnej uliczki. Kusiło mnie, by wejść do cukierni, a równocześnie coś mnie od tego kroku wstrzymywało. Miałem wrażenie, że wczoraj wieczorem nie odegrałem tu pięknej roli. Byłem przekonany, że Lotka powita kpiącym uśmiechem obcego młodzieńca, który tak natrętnie ofiarował jej swe rycerskie usługi. Tym bardziej powinienem postarać się o to, by nabrała o mnie lepszego przekonania. Ostatecznie więc postanowiłem: wstąpię do cu­kierni.

W tej chwili spostrzegłem mego przyjaciela i rywa­la, zmierzającego wielkimi krokami również w stronę małego domku. I on mnie poznał, jakby na komendę obaj zatrzymaliśmy się i w następnej sekundzie zro­biliśmy (jak podczas musztry wojskowej) „w tył zwrot”.

Serce biło mi silnie; uczuwałem głęboki wstyd, a ró­wnocześnie i gniew, że jeden drugiemu włazi w drogę. Zdawałem sobie sprawę, że jeśli tak dalej pójdzie, znienawidzę z całego serca mego najlepszego przyja­ciela.

Miotany sprzecznymi uczuciami, szedłem ulicą i za­stanawiałem się, czy nie byłoby najwłaściwiej wrócić i popróbować znowu zbliżyć się do fascynującej isto­ty, choćby nawet legion przyjaciół starał się przegro­dzić drogę. Czyż nie miałem tego samego prawa co każdy inny umizgać się do pięknych dziewcząt? Czyż mam wycofać się tchórzliwie, gdy wczoraj wziąłem rozmach i zaproponowałem zagadkowej tej osobie przy­jaźń? Nigdy, przenigdy! Natychmiast pójdę do niej, choćby cały świat się zawalił!

Szybko obróciłem się i — natknąłem się na Seba­stiana. W swym wzburzeniu nie dosłyszałem wcale jego pośpiesznych kroków ani nie zauważyłem, że sta­ra się mnie dogonić.

— Ty tutaj? — zawołałem z udanym zdumieniem.

— Pawle — rzekł; głos jego drżał silnie — po co ta komedia? Zbyt przecież się lubimy... Wiem, dokąd zamierzałeś pójść; i ja również tam szedłem. Ale wierz mi: gdyby tak dalej być miało, nie wytrzymałbym w tej głupiej sytuacji... I ty ją kochasz... Nie usiłuj przeczyć...

— A gdybym ją kochał? — rzekłem z pewną prze­korą, a równocześnie trochę zawstydzony. — Przyzna­ję: wrażenie, które na mnie wywarła...