— Nie myśl o tym — rzekła. — Któż może wiedzieć, co nas czeka? Nic dla nas nie jest pewne, jak tylko ta godzina i nasze serce. Dlaczego nie radować się tym, co jest, tym, że należymy teraz do siebie? Przypuszczam, że jesteś głodny, a ja też od wczoraj nic nie jadłam. Wiem, gdzie Fabio chowa swoje zapasy. Przygotuję naszą ucztę weselną. Będzie ona radośniejsza niż ta, w której zmuszono mnie przed kilku godzinami uczestniczyć.
Wybiegła z pokoju, a ja tymczasem zapaliłem wszystkie światła w świeczniku wiszącym w środku salonu. Gdy wróciła, niosąc talerze i szklanki, radośnie krzyknęła. Potem ustawiła na stole naczynia i potrawy, napełniła szklanki winem.
— Na szczęście nasze! — rzekła. — Gdybym tu miała tylko twoją siostrę, chętnie wyrzekłabym się innych gości.
Podała mi na talerzu zimne mięso i oliwki, odkroiła kilka kromek chleba; widoczne było, że rola gospodyni sprawia jej wielką przyjemność. Oczywiście ani ona, ani ja nie mogliśmy wiele jeść. Skosztowaliśmy każdej potrawy i wychyliliśmy kilka szklanek lekkiego wina.
— A teraz muszę dla ciebie przygotować wygodniejsze łoże niż tu na otomanie w salonie. Najlepiej będzie, jeśli ulokujesz się w moim pokoiku na piętrze. Tam będzie ci przyjemniej. A zresztą: tu mógłby ktoś zajrzeć przez okno i zobaczyć cię, a nie chciałabym, by przedwcześnie dowiedzieli się o tym, że wróciłeś...
Poprowadziła mnie na piętro do swego pokoiku. Gdy przechodziliśmy obok izby Fabia, zapytałem, czy wie, kto dzisiejszej nocy bawi w willi.
— Tak, on wie, że tu jestem. Przedtem, gdy wyszłam do kuchni, spotkałam go i poprosiłam, by z ogrodu przyniósł nam owoce. Płakał i łzami zwilżył moje ręce. Ale nie pojawi się teraz, nie zechce przecież nam przeszkadzać...
Jeszcze promienie słoneczne nie rozproszyły mroków nocy, gdy sama przypomniała, że musimy się rozstać. Nalegałem, że odprowadzę ją do miasta; gdy ujrzała mnie w przebraniu ogrodnika, zgodziła się.
Na gościńcu nie było żywej duszy; powoli pierzchły ciemności; świtało. Przez całą drogę milczeliśmy. Dopiero teraz, gdy mieliśmy się rozstać, odczuliśmy, w jak nienaturalnym znajdujemy się położeniu. Gdy zbliżyliśmy się do domu jej ojca, uścisnęła mnie i szepnęła:
— Do jutra!