Około północy księżyc zaszedł i ściemniło się w ogrodzie. Wróciłem do willi, zapaliłem w pokoju świecę i postawiłem ją na gzymsie kominka. Przysunąłem krzesło do kominka i zacząłem czytać opis Piekła Dantego, którego Boską komedię znalazłem na stole.
Nie minęła jeszcze godzina, gdy usłyszałem czyjeś kroki koło bramy, a potem jakby ktoś obrócił klucz w zamku. Wstałem i wyszedłem na balkon. Ścieżką wiodącą od parkanu do willi szedł jakiś smukły chłopak w ciemnym szerokim kapeluszu i czarnym płaszczu. Po chwili otwarły się drzwi do pokoju, w którym się znajdowałem — i przede mną stała Bicetta! Padliśmy sobie w ramiona.
Wyrwała się wreszcie z moich objęć i długo w milczeniu oczyma pełnymi łez wpatrywała się we mnie.
— Taki jesteś blady... — rzekła wreszcie. — I to z mej przyczyny... Ale teraz wszystko się skończyło. Dotrzymuję słowa: jestem tu, twoja, tylko twoja... O Amadeo, dlaczego ludzie są tacy źli? Dlaczego najczystsze uczucia starają się znieprawić, zohydzić? Dlaczego zmuszają nas do kłamstwa i krzywoprzysięstwa, byśmy ustami mówili „tak”, kiedy serce woła „nie”? doprowadzili do tego, że miałam do wyboru między dwoma grzechami: albo oddać się temu, którym pogardzam, albo jak złodziej w nocy zakraść się do tego, którego wobec świata nigdy nie wolno mi nazwać mężem. Ale nieprawdaż, kochanku, Bóg ocenia wszystko inną miarą niż ci samolubni ludzie. Nie chce on zapewne, bym sprzeniewierzyła się tobie. Stworzył mnie dla ciebie, ciebie dla mnie. Więc bierz mnie, należę do ciebie! Tamtemu nie pozwoliłam się dotknąć. Gdy zostaliśmy sami, powiedziałam mu: „Jeśli spróbujesz zbliżyć się do mnie, dziś lub kiedykolwiek, wiedz, że winien będziesz mojej śmierci. Przysięgłam bowiem, że nie przeżyję godziny, w której zechciałbyś skorzystać z praw, jakie ci dał ślub. Z góry cię o tym uprzedziłam. Mimo to przeparłeś swą wolę. A teraz i ja chcę przeprowadzić moją wolę”. Powiedziawszy mu to, wyszłam i zamknęłam się w swoim pokoju. A kiedy zmiarkowałam, że wszyscy już śpią, przy pomocy Niny przebrałam się w ten strój chłopięcy — i oto jestem tu!
Rzuciła mi się na szyję i ukryła swą płonącą twarz. Żar namiętności, powstrzymywany dotychczas, wyładował się teraz z nieposkromioną mocą.
Gdy znowu mogliśmy myśleć i mówić, zaczęła opowiadać, co zaszło od chwili naszego rozstania, o intrygach macochy, o bezradnych próbach ojca, by siebie i swe dziecko obronić przed przemocą, o swych nadaremnych usiłowaniach wyperswadowania macosze i natrętnemu konkurentowi planowanego zamachu na jej wolność. Dopiero gdy przekonała się, że wszystko na próżno, że bez litości zamierzają ją zamknąć w klasztorze, tak że nawet listu nie zdołałaby do mnie napisać — zdecydowała się pozornie zgodzić na wszystko, aby uratować siebie i mnie.
— Ludziom tym — mówiła — szło tylko o pozory zwycięstwa. Że przy tym moja dusza zmarnieje, cóż ich to obchodzi? Wszyscy ci ludzie są niewolnikami pozorów, gdyż nie mogą znieść widoku prawdy! O Amadeo, ileż to razy postanawiałam uciec i otwarcie przed całym światem wyznać, że jestem twoją żoną. Ale nie zdajesz sobie sprawy, jaką władzę mają ci ludzie. Gdybyśmy teraz stąd zbiegli, z pewnością schwytaliby nas; nie wyszedłbyś żywy z ich rąk. A potem... mój biedny ojciec! Nie przeżyłby rozstania ze mną... Ale nie smuć się. Należymy do siebie; ci, którzy o tym wiedzą, są nam oddani i wierni. Wybacz, że nie napisałam ci już dziś rano, że przyjdę. Nie wiedziałam, czy zdołam to wykonać, czy nie przeszkodzi mi w tym ten nędznik. A gdybym nie była przyszła mimo zapowiedzi, znosiłbyś jeszcze okropniejsze męki... Co nocy będę tu do ciebie przychodziła. A tam na straży będzie Nina... Odźwierny w naszym domu w mieście jest zacnym człowiekiem i nie zdradzi mnie z pewnością.
Przysłuchiwałem się tym jej sławom w zamyśleniu.
— Dlaczego siedzisz taki smutny? — zapytała.
— Bo to, co jest naszym najświętszym prawem, musimy zdobywać sobie po kryjomu, jakby zbrodnią było spełnienie tego, cośmy sobie ślubowali.