— Amen! — rzekła Aigleta, naśladując niski głos przeoryszy.
Potem głośno się roześmiała i ani słowa więcej nie rzekła. Niebawem była pogrążona w głębokim śnie, gdy jej młoda pani długo jeszcze leżała, rozmyślając nad swą przyszłością.
Następnego poranku gdy obydwie panny pojawiły się na progu, konie dawno już stały osiodłane na podwórzu zagrody. Uprzejmie skinęły głową Geoffroy i podziękowały rządcy folwarku za gościnę. Potem ruszyły w drogę, by jeszcze przed skwarem południa zdążyć do Malaspina.
Znowu podczas drogi bardzo mało mówiono; młodzieniec był bledszy i pochmurniejszy niż wczoraj; nawet Aigleta jechała zamyślona i od czasu do czasu wzdychała. Z trudem mogła nadążyć za hrabianką, która ostrogami popędzała konia do szybkiego biegu. Raz Garcinda zwróciła się do kuzyna ze słowami:
— Czy sądzisz, że ojciec wyjedzie naprzeciw mnie?
— Przypuszczam, że tak — odparł młodzieniec, nie ważąc się na nią spojrzeć, gdyż i on miał złe przeczucia.
Gdy przybyli na miejsce, z którego można było zobaczyć zamek Malaspina, Garcinda zatrzymała konia i przez dziesięć pacierzy wpatrywała się w stare mury, ręką przysłaniając oczy przed blaskiem słońca. Droga wiła się jakby jasna, wąska taśma poprzez zielone pola, tak że widać było na niej każdy kamień. Ale nie można było zobaczyć żadnego jeźdźca... Również gdy kawalkata podjechała tak blisko, że strażnik na wieży zasygnalizował jej przybycie trąbą — nikt się nie pojawił; nikt nie pomyślał o uroczystym powitaniu, o jakim dziewczyna marzyła.
Wartownik ukazał się w otwartej bramie, a za nim kilku pachołków o mizernym wyglądzie i jeszcze mizerniejszych strojach. Geoffroy wymówił się jakoś i odjechał w stronę stajni; krwawiło mu się serce na widok rozpaczy Garcindy, nie mogącej zupełnie zrozumieć, dlaczego wśród tak przygnębiających i smutnych okoliczności dokonuje się jej powrót w dom ojcowski.
— Czy mój ojciec chory? — zapytała Garcinda wartownika.
— Tylko ciężki atak gośćca — odparł i spojrzał w okno komnaty zajmowanej stale przez hrabiego, jakby się spodziewał, że pojawi się tam jego pan, aby powitać wracającą córkę. Ale okno było puste...