— Poczekaj tu na mnie, aż cię zawołam, Aigleto — rzefcła Garcinda i poszła do ojca.
Geoffroy wprowadził konia do stajni, po czym poszedł do swej izdebki w samotnej wieży. Chociaż było już południe i głód mu doskwierał, nie zatroszczył się wcale o obiad, lecz usiadł na łóżku swej matki i spoglądał na śpiewnik swego ojca, który natychmiast po wejściu do izby wyjął z komody i położył na kolanach. Nie czytał jednak, wpatrywał się w czarne litery, a wsłuchiwał się w słowa, które mu własne serce podpowiadało...
Nagle twarz jego pokraśniała. Porwał się tak szybko z łóżka, że śpiewnik spadł z kolan na podłogę. Tak, to były jej kroki... poznał je od razu... oto dotknęła ręką klamki... oto przechodzi przez ciemną sień i już jest w izbie...
Przerażony, wpatrywał się w jej twarz. Była jakby odmieniona. Przed kilku godzinami promieniała młodością i nadzieją, teraz była jakby napiętnowana bólem, rozpaczą.
— Niepokoję cię i przeszkadzam, kuzynie — rzekła Garcinda bezdźwięcznym głosem. — Przychodzę, gdyż sądzę, że jesteś moim przyjacielem, może jedynym, jakiego mam. Pozwól, że usiądę... jestem bardzo znużona... nie na łóżku... tu zmarła moja ciotka... O mój kuzynie, gdybym wiedziała, że łóżko to stać by się mogło również i dla mnie śmiertelnym łożem, że serce moje znieruchomiałoby, gdybym się teraz tu położyła... Bóg świadkiem, uczyniłabym to natychmiast...
Opadła na niskie krzesło, które jej podsunął, zakryła twarz rękami i poczęła łkać.
— Na Boga! — zawołał. — Co się stało? Co powiedział ci ojciec?
Odjęła ręce z twarzy i spojrzała na niego poprzez łzy.
— Nie, nie będę płakała — rzekła. — Jeśli to wszystko, co właśnie przeżyłam, nie jest snem, nie wolno mi płakać jak dziecku... Powiedz mi przede wszystkim: czy prawdą jest, że pan de Malaspina jest żebrakiem, a córka jego posiada tylko tyle w majątku, ile ma na sobie w tej chwili?... Milczysz? Dobrze więc. Cóż mi na tym zależy? Od dawna już przeczuwałam, że czeka mnie ubóstwo... Widziałam je w klasztorze; nie biedy i niedostatku lęka się moje serce. Ale hańby, Geoffroy, hańby!
— Na krew Zbawiciela! — krzyknął. — Kto ośmiela się mówić, że grozi ci hańba, póki ja dźwignąć mogę miecz i lancę?