— Pewnie na kiermasz w Sant Agata?
— Nie.
— Wszakże droga tam wiedzie?
— Nie, panie.
— Bądźże tedy łaskawa wskazać mi właściwą drogę.
— Musi pan zawrócić — odparła, nie odwracając się i teraz ku niemu — i zboczyć w lewo pierwszą napotkaną ścieżką, a potem iść gościńcem.
— Nie myślę wracać i wolę nie być na kiermaszu. Raczej będę szedł kawałek przy tobie, panienko, jeśli pozwolisz.
— Jak pan chce, droga nie dla mnie samej została zbudowana.
— Bardzo bym był rad, gdybyś raczyła ku mnie zwrócić buzię, panienko!
Uczyniła to spokojnie, a rysy jej nie poruszyły się wcale.