— O cóż idzie? — spytała. — Co mi pan chcesz pokazać?

— Przeciwnie, to ty, panienko, masz mi coś do pokazania.

— Ja?

— Jesteś piękna. Pokaż mi swoje oczy.

— Morze piękniejsze ode mnie i patrz pan lepiej na nie niż w moje oczy, które panu nic nie mogą powiedzieć.

— Morze? Widzę je ciągle z werandy mego mieszkania.

— Ja nie. Toteż korzystam ze sposobności... — to rzekłszy, odwróciła głowę.

— Przecież wszędzie z gór widać morze — zauważył.

— Młyn mojego brata stoi w głębokim wąwozie, skały sterczą ze wszystkich stron, a krzewy zasłaniają do reszty widok.

— Mieszkasz u brata, piękna panienko?