— Tak, panie.
— Niedługo to pewnie potrwa, chyba chłopcy w Mecie nie mieliby oczu.
— Niech sobie i mają, cóż mnie obchodzą ich spojrzenia. Szczęśliwsza się czuję u brata niż wszystkie kobiety na całej równi sorrentyńskiej, aż po sam Neapol.
— Nie zaznałaś nigdy przykrości ze strony bratowej?
— Nie ma żony i nie będzie miał nigdy. Żyjemy sobie oboje i prócz opieki Madonny niczego nam więcej nie trzeba.
— Czyś pewna, panienko, że tak będzie zawsze i że mu nie wpadnie w oko żadna dziewczyna?
— Tak pewna jestem, jak tego, że żyję! Ale czemuż to pana tak interesuje?
Uderzyła osła dłonią po karku, aż wstrząsnął uszami.
— Czemu brat nie udał się z tobą razem do Mety? — spytał Niemiec, chociaż go brat dziewczyny zgoła nie obchodził.
— Nie opuszcza młyna, chyba gdy idzie spowiadać się w góry, do Deserto19.