Które padają ogniem na mą skroń,
To znów żartuje i grozi, i chce mnie
Rozłączyć z druhem, ale nadaremnie.
Zbliża się — czuję; zadrżałam w tej chwili
Mocniej, miecz ręka ściska rozpaczliwa.
On mi do czoła twarz zdradziecką chyli,
Oddech ust jego skronie me opływa,
A głos szepczący, niewymownie miły,
Jakąś truciznę zapuszcza w me żyły.
Włosy na głowie dębem mi powstały.