Wtem nagle, przebóg! czuję na mej skroni
Ust jego całus, dłoń jego na dłoni.
Chciał mi przytomność i broń mą zarazem
Wydrzeć ten rabuś; — ale nadaremno.
Bo jakby ziemia zadrżała pode mną,
Jam się ocknęła i pchnęłam żelazem.
On jęknął, upadł i jak zdrój obficie
Trysło na pościel zeń czerwone życie!
Zakrywa twarz ręką.