„Nie ukażesz mężczyzny jednego z osobnymi przymiotami, abym ja wnet żony, dziewki, siostry albo powinowatej jemu równej albo jeszcze osobniejszej34 niż on nie ukazał”.
Staranność, z jaką Górnicki, polszcząc dzieło Castiglione35, usuwał wszystko, co z obyczajem polskim było niezgodne lub sprzeciwiało się poglądom narodowym, podnosi znaczenie wyżej przytoczonych cytat, upewniając, iż są one wyrazem pojęć, istniejących już wówczas w społeczeństwie naszym, o potrzebie wykształcenia dla kobiet.
Skryptor zaś krakowskiej biblioteki uniwersyteckiej Rudolf Ottman na zasadzie36 dokumentów twierdzi, że „w epoce kiełkującego humanizmu kobieta polska znajdowała się w stosunkowo pomyślnych warunkach i korzystała z pewnych prerogatyw w rodzinie patriarchalnej, gdyż nie pozostawała bierna, lecz współdziałała w równej mierze z mężczyzną w wytworzeniu kultury narodowej i w owych ruchliwych czasach odznaczała się nie mniej zacnym sposobem myślenia i siłą charakteru. Dzięki temu, że ówczesne podstawy wychowania były jednakowe dla kobiet i dla mężczyzn, pomimo ich różnych zadań życiowych”.
Znamiennym zatem rysem naszej kultury narodowej jest owo zrównanie podstaw wychowania i o wiele czynniejszy i rozleglejszy udział kobiet we wszystkich objawach życia narodowego, niż stosunkowo miało to miejsce w innych krajach.
Polka pracowała więcej od kobiet innych krajów i w kierunkach wydatniejszych, przez co zyskiwała większe poszanowanie i samodzielność. Zjawisko to jest ogólne i stałe, zaznacza się nawet u ludów cywilizacji pierwotnej.
Potwierdza zaś to prawo i ewolucja, jaka zaszła u nas pod wpływem naśladownictwa obyczajów cudzoziemskich, a do czego przyczyniły się głównie klasztory francuskie, wizytek sprowadzonych do Warszawy przez Marię Ludwikę w r. 1654 i sakramentek osadzonych tamże przez Marię Kazimierę w r. 1688. Zakony te pootwierały bowiem liczne pensje żeńskie, gdzie nie tylko grunt nauki stanowił język francuski, ale cudzoziemskie poglądy na zadania kobiety kierować zaczęły wychowaniem naszych dziewcząt, zaszczepiając w nich kult francuszczyzny na szkodę swojskości. Ze znajomością języka rozwinęło się także i zamiłowanie do lekkiej literatury francuskiej, a wpływ jej dopełnił miary, jeżeli nie skażenia obyczajów niewieścich, to przynajmniej wywołania niebywałej dawniej rozterki w poglądach kobiet i mężczyzn.
Pod wpływem francuskich wychowawczyń kobiety nasze stopniowo przestały wyrabiać w sobie siłę fizyczną i energię duchową, idealizując sztuczną poezję słabości i lękliwości.
Babki na niedźwiedzia szły dla zabawy, w stanowczej chwili potrafiły zarządzić obronę dworu i nie tylko rusznicę37, lecz miecz wziąć do ręki — wnuczki mdlały na widok pająka. Rozigrana czytaniem romansów, ich wyobraźnia nie smakowała już w twardym, surowym pojmowaniu życia jako obowiązku pracy, ale zapragnęła wzruszeń sentymentalnych. W nich upatrywała cel życia, dla nich puściła wodze próżności i utonęła w drobiazgach. Realna strona bytu raziła estetyczne wyobrażenia, sprawy nieodnoszące się do ich własnej osoby i ciasnego zakresu zadowoleń przestały je entuzjazmować. Wychowawczynie francuskie nie mogły przecież wszczepiać dość silnie miłości dla obcego im kraju. Francuszczyzna rozpowszechniła się szeroko, nie wykluczając nawet wychowania domowego, kędy „madame” wprowadzała nowe zwyczaje.
Wychowanki Francuzek odstręczał szorstki, rubaszny, choć serdeczny brat szlachcic. On nie znał czułych, francuskich romansów, nie umiał rozpływać się nad nimi. Ona nie pojmowała jego uniesień, zamiłowania do ćwiczeń fizycznych i z tego niepojmowania rozchodzili się coraz dalej i dalej.
W miarę jak kobieta usuwała się od realnego życia, im stawała się mniej współpracowniczką męża, a więcej kapłanką miłości, obniżało się jej stanowisko, coraz bardziej ją lekceważono i wzrastała zależność. Wzrosła by zaś jeszcze, gdyby odporność natury i zamiłowanie tradycji nie przechowały w głębi prowincji, skażonej, lecz żywej jeszcze nici dawnych zasad.