Trzy całkiem małe, jeden duży!
Duży wygrzewa się na słońcu,
małe hasają przy kałuży.
Kicają dziarsko hyc, hyc, hyc!
i coraz dalej są od matki,
a ja jak gdyby nigdy nic
piosenkę gwiżdżę, wącham kwiatki...
To taka zmyłka, rozumiecie,
że niby spacer, że nie one,
że ich nie szukam — za nic w świecie!