Co z ust pieściwych, ze mgławo płonącej
Źrenicy biła jak para ognista.
I wskroś mnie jakaś błoga atmosfera
Owiała siłą swą roztapiającą,
Jak ciepły eter porannego słońca
Owiewa rosy wędrowny obłoczek,
Nim go wypije. Już anim patrzyła,
Ani słuchała, nieruchoma; tylkom
Czuła, że jego obecność przepływa
W krew moją, że się z nią miesza, aż jego