Życiem się stała, a jego krew — moim:
Tak mnie pochłaniał. I przeszło widzenie.
A jak wyziewy, gdy słońce opadnie,
Znów się gromadzą, skraplając na sosnach,
I drżą jak one — tak się moja istność
Na tle skropliła nocy; a gdy z wolna
Promienie myśli wróciły z rozsypki,
Dopierom mogła zasłyszeć głos jego,
Którego dźwięki, nim skonały, słabły,
Jak tony nikłej melodii. Lecz z wielu