O szarym świcie kroczyły po gaju;

Obłoków tłumy, gęste, białorunne

Wzdłuż gór zbitymi ciągnęły stadami.

Niechętny, gnuśny wiatr był im pasterzem,

A biała rosa drzemiąco zawisła

Na trawie ledwo wyklutej spod ziemi.

Było coś więcej — lecz już nie pamiętam;

Tylko na cieniach rannego obłoku,

Wzdłuż purpurowej pochyłości góry,

Czernił się napis: «O, za mną, o, za mną!».