Z lodowych wieżyc blaskiem odbijają
Świt... tak iskrawe piany oceanu
Z brzegu szkarłatnej wyspy Atlantyku
Złocą wiatr lśniwych kropel paciorkami.
Ich wał okala dolinę, a pogwar
Katarakt z głębi rozdartych ich żeber
Podsyca wiatr, wciąż czujny, czyhający,
Groźnie uroczy jak milczenie. Słuchaj:
Tam spada śniegu lawina, od słońca
Zbudzony odłam! Jego straszna bryła,