Ona opada. Tymczasem w łagodnych
Zmianach i różniach łagodne lat pory,
Wciąż w przesnuwane tęczami ulewy,
W długie, błękitne meteory — w gnuśną
Noc zganiające — ożywcze, niechybne
Z kołczanu słońca miotane pociski,
Wciąż namarszczone rosą, w tajemniczo
Prześcigające promienie księżyca
Odziewać będą i lasy, i pola...
O! I stromami skał zabudowane